UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na dalsze działanie strony w obecnej konfiguracji.

Rozumiem
Read and compare professional hosting reviews and choose the best hosting company for your business.

Co ma ze sobą wspólnego: kciuk, cegła, trzmiel i stodoła?

Utworzono: 23 sierpień 2013
MSz

trzmiel-aks-polonia-warszawaCzyli jak się zaczęła moja przygoda z Triathlonem...
Dla osób czytających relacje z zawodów Triathlonowych, nie będzie to stricte relacja tego, co na którym kilometrze mnie spotkało, ile żeli zjadłem, kiedy miałem kryzys i ile razy dostałem kopa od innych zawodników w pralce. Dla osób nie znających tematyki, równoczesny start kilkuset osób w wodzie w zawodach triathlonowych, ze względu na delikatnie mówiąc dużą mętność wody w tym momencie, potocznie nazywany jest „pralką".

Przykładowa pralka tutaj:

Polecam obejrzenie przynajmniej do 1:40 koniecznie z muzyką :)
Do sedna.
Aby wyjaśnić tytułowe powiązanie, musimy się cofnąć w czasie...


Dawno dawno temu (ponad 15 lat wstecz, czyli zajrzyjmy do prehistorii)
Ostatnia intensywna aktywność fizyczna skończyła się w moim wydaniu na koniec szkoły podstawowej (chyba 1997), gdzie w klasie sportowej mieliśmy praktycznie codziennie jakiś wf, sks, basen, czyli tak półtorej godzinny dziennie aktywność (włącznie z weekendami). Generalnie wszystkiego po trochu, od piłki nożnej, koszykówki, piłki ręcznej przez kajaki, narty biegowe po ping-ponga, badmintona i unihokeja włącznie. Podsumowując - wszechstronny rozwój bez specjalizacji w czymkolwiek.


Kwiecień 2013 - 4,5 miesiąca temu (wróćmy do współczesności)
Godzina 21.00. Żona z półtoraroczną córeczką już śpią, a ja leżę przed telewizorem z pilotem i ćwiczę kciuk bezmyślnie przeskakując między kanałami do późnego wieczora. Ten schemat powtarzał się od dłuższego czasu. Czyli w ciągu dnia siedzenie za biurkiem, popołudnia z dziewczynami tudzież w ogródku, wieczory na kanapie.
Ostatnią aktywność mojej osoby, satelity radzieckie czy inne PRISMy odnotowały około półtora roku temu w minimalnym zakresie tj. bemowska piłkarska liga szóstek, raz w tygodniu, 1h meczu. Przy czym w związku z licznym składem efektywnie ok 30 minut biegania. Sumując: 10 meczów na runde -> 20 meczów na rok -> 20 meczów x 30minut aktywności = 10h intensywnego ruchu na rok! (tak było przez kilka lat). Marnie to za dużo powiedziane – generalnie dramat. Ostatnie półtora roku ZERO czegokolwiek (no poza tym nieszczęsnym kciukiem;) nawet piłki, w związku z wyprowadzką na wieś :). Do Warszawy 30km na mecze na 30minut biegania okazało się za daleko.
Wracając do początku kwietnia i telewizora, leżę i myślę, że znowu nic nie ma w TV, pogoda się robi ładna no i wypadałoby się czymś zająć w te nudne wieczory. Przez przypadek trafiłem na kolejną błyszczącą gwiazdę telewizyjną udzielającą wywiadu, tym razem był to Pan Maciej Dowbor, który wypowiada się jak to wspaniały jest Triathlon, generalnie jaki to on sam jest twardy, jaka super dyscyplina etc.
Myślę... w mordę jakiś kolejny za przeproszeniem pierwszy lepszy "celebrytozo-star" z POLSATu (parę dni wcześniej ktoś tam na TVNie się przechwalał), pewnie bez przygotowania, od tak z marszu startuje w Triathlonie... A że zawsze moim gdzieś tam skrytym marzeniem były sporty wielodyscyplinowe i Triathlon chodził mi po głowie (raczej w sferze marzeń niż rzeczywistości) bez jakiejkolwiek wiedzy na temat tej dyscypliny stwierdziłem - JEDZIEMY Z KOKSEM :) To był ten impuls. Oni mogą to i ja! Pobiegam sobie raz w tygodniu, pojeżdżę trochę na rowerku, potaplam się w basenie i będzie fajnie! (Jak bardzo się myliłem w stosunku to Pana Maćka i na jak głęboką wodę się rzuciłem okaże się później...)


4 miesiące temu (wybrane dni)
Aby mieć jakiś cel i motywator, znalazłem na rozgrzewkę jakieś skrócone zawody triathlonowe w Płocku (połowa czerwca) i w Kozienicach (połowa sierpnia) gdzie konieczne są rowery MTB (szosówki u mnie brak). Celem były lokaty bliżej zwycięzcy niż tego ostatniego na linii mety, czyli pierwsza połówka stawki. Na czasy „innych" na razie nie patrzyłem, bo jak startują same gwiazdy telewizyjne (no bo kto w Polsce trenuje Triathlon? – tak, tak taka była moja wiedza na ten temat!), to na luzaku pierwsza połówka powinna być.
Wygooglowałem plan treningowy do triathlonu dla tych, co siedzieli długo na kanapie i ruszamy:

dzień pierwszy: pływanie. Po 100m kraula - zadyszka - oj będzie ciężko, no ale dało radę w sumie ok 1km na pierwszym pływaniu zrobić (oczywiście z wieloma przerwami);

dzień drugi: bieganie - trening odwołany, śnieg po kolana na początku kwietnia -hmmm nieźle się zaczyna;

dzień trzeci: śnieg szybko stopniał więc leciutko 30 minut rowerek - może być;

dzień czwarty: plan 30 minut ciągłego truchtu - wykonanie 10minut truchtu > zadyszka > marsz 5 minut > 10minut trucht > zdecydowanie wystarczy - masakra! do domu.

Później na szczęście było coraz lepiej (dystanse się wydłużały, tempo zwiększało, treningi robiły się coraz częstsze). Grunt to systematyczność i samozaparcie. Po paru tygodniach przepłynięcie kraulem na raz 2km, intensywne pedałowanie przez 1.30h czy bieg 5km poniżej 30 minut nie stanowił większego wyzwania. Okazało się, że nieszczęsny pierwszy trening biegowy który nie doszedł do skutku ze względu na śnieg był pierwszym i ostatnim treningiem który się nie odbył!


3 miesiące temu
8 tydzień treningu - pierwsza zakładka (dla niezorientowanych: trening 2 dyscyplin jedna po drugiej) - HARDCORE! To po zejściu z roweru można od razu biec? Ja po kilkudziesięciu kilometrach na rowerze, po zejściu z niego, dałem radę dobiec do bramy przed domem, w sumie mega wynik = 10m (słownie dziesięć metrów)... Nie bez przyczyny tą zakładkę (przejście z roweru do biegu) nazywa się „cegłami". Rzeczywiście człowiek się czuje jakby mu cegły do nóg przyczepili. Na dodatek z tymi cegłami ja mam przebiec w sierpniu 5km? Mission Impossible.

W tym samym tygodniu stwierdziłem, że popatrzę na wyniki jakie są osiągane w Triathlonach i w tym momencie chciałbym przeprosić Pana Maćka Dowbora, który jak się okazało jest naprawdę mega kozakiem w Triathlonie. Jakbym wiedział ile on trenuje, z jakim poświęceniem to się wiąże i jakie czasy wykręca, to podejrzewam, że Triathlon pozostałby u mnie w sferze marzeń i nawet bym się za niego nie zabrał... Jak to mówią: SZACUN Panie Maćku! No ale cóż, zabrałem się za to, a że jestem uparty to niewypada odpuścić.

Pierwsza hardcorowa zakładka + świadomość wyników osiąganych przez innych zawodników (jak się okazało i Polonia ma swoją sekcję Triathlonu! a wśród nich znajome twarze z K6, lew, BIG...) na początku mnie trochę zdołowały (nie cierpię być ostatni!)...

...na szczęście po lekturze książki "Triatlon - Biblia Treningu", opisującej czym jest Triathlon, gdzie autor (Joe Friel) porównuje Triathlon do badań amerykańskich naukowców, którzy analizowali sposób poruszania się takich małych zwierzątek nazywanych trzmielami (cholera o co chodzi? co ma wspólnego Triathlon z tymi trzmielami? – spoko, może będę pamiętał i na końcu napiszę co i jaki:) zapał mi wrócił. Kryzys nr 1 za mną :)


2 miesiące temu (połowa czerwca)
Dreszczyk emocji, pierwsze zawody w Płocku (total amator, dystans supersprint 400m pływania - 8km rower MTB - 3km biegu przełajowego), bardziej jako rozpoznanie tego jak to wszystko wygląda przed głównym startem w sierpniu w Kozienicach.

Żona w domu delikatnie mówiąc „niezadowolona", bo jutro wyjeżdżamy na wakacje na 2 tygodnie, a mnie nie ma, więc nie pozostaje nic innego jak się sprężyć, szybko wpaść na metę, do samochodu i do domu pierdelem się pakować, żeby same nie pojechały :)
W skrócie w mojej pamięci po tych zawodach zostanie:

  1. spotkanie z rzeczywistością tj. pływanie w akwenie....(myślałem że skoro na basenie przepływam bez problemów ciągiem 2km to na jeziorku 400m będzie łatwizną). Okazało się, że brak nawrotu co 25m i brak ścianki która jest na basenie od której można się odepchnąć co kilkanaście sekund jest dużym problemem w pływaniu w jeziorze - dotarło do mnie po ok 50 metrach :) Ledwo dopłynąłem do strefy zmian. Później było już tylko lepiej, rower ok, bieg super, mijałem kolejnych zawodników jak tyczki (chyba Ola z tymi walizkami czekającymi na mnie tak mnie zmobilizowała:).
  2. czas 0:40:38, klasyfikacja generalna 23 miejsce na 120 startujących, kategoria wiekowa 8 miejsce - ze świadomością, że więcej nie planuje startować w takich krótkich dystansach, co spowoduje, że takie miejsca się już nigdy nie powtórzą ( nigdy nie mów nigdy :). No ale cel w postaci pierwszej połówki stawki zrealizowany z bardzo dużą przewagą. Szkoda tylko, że zabrakło ok. 30 sekund do pierwszej 20-tki.
  3. co najważniejsze genialna atmosfera! Muszę to powtórzyć! Debiut udany.


3 tygodnie temu (przełom lipiec/sierpień)
Bieg Powstania Warszawskiego na 10km, pierwszy start w barwach AKS Polonia Warszawa i w ogóle moje pierwsze zawody biegowe.

W skrócie: poniósł mnie tłum na starcie (1km biegłem prawie tempem na rekord świata;) - na metę dobiegłem z bolącym kolanem. Czas 50 minut nie powala (ale mimo wszystko bardzo przyzwoity jak na mnie), na dodatek, co gorsze - kontuzja...
Dominuje: Wściekłość. Mogą być problemy ze startem w Kozienicach. Istnieje prawdopodobieństwo, że cały misterny plan pójdzie w... (Kryzys nr 2)

2 tygodnie temu (2 tygodnie do zawodów)
Kolano dalej boli, bieganie odpada, zostaje basen, rower i siła. Co gorsza ostatnią zakładkę robiłem w Płocku i dopiero ostatnie 3 tygodnie planowałem na intensywne „cegły". Jak się człowiek czuje jak robi pierwszą zakładkę po dłuższej przerwie to chyba tylko osoby trenujące Triathlon wiedzą (już o tym pisałem). Robienie pierwszej zakładki na zawodach po 2 miesięcznej przerwie od cegiełek nie wchodzi w grę.

Po głowie mi chodzi: „Czyli co? jak się nie poprawi sytuacja z nogą do końca tygodnia (cholera wypadałoby z jedną zakładkę i przynajmniej z jeden trening biegowy w 3 tygodniach poprzedzających zawody zrobić) to odpuszczamy Kozienice i szukamy alternatywy we wrześniu?"
Na dodatek tydzień przed zawodami przypałętała się grypa żołądkowa (Kryzys nr 3) - Totalna LIPA!

To nie może się tak skończyć.

Jak z nieba spadła mi relacja lwa z zawodów Ironman 70.3 z Poznania (polecam malkontentom, pesymistom i osobom od których ciągle się słyszy: "na pewno się nie uda" jako przykład hartu ducha) dostępna na www.polonia.warszawa.pl (przy okazji gratuluje wszystkim triathlonistom z AKSu zapału i mega wyników!). Tego samego dnia wpadł mi też w ręce stary kubek z.... trzmielem... Nie ma że boli, to musi się udać! Inni mogą, to ja też!

Co było dalej?
Wkrótce napiszę krótką relację z Triathlonu Tour MTB w Kozienicach to poznacie szczegóły (poniżej uchylam rąbka tajemnicy;) Relacja ukaże się oczywiście na stronie AKS Polonia Warszawa.

Bym zapomniał, to o co w końcu chodzi z tymi trzmielami i jak on ma się do kciuka, cegieł i stodoły?
Pan Joe Friel we wspomnianej książce "Triatlon - Biblia treningu" opisuje eksperyment (uwielbianych przez Nas:) amerykańskich naukowców badających tym razem fenomen trzmieli, które przy dużym ciele i dużym ciężarze przy proporcjonalnie bardzo małych skrzydełkach świetnie latają.

W skrócie, po latach badań, testów, wyliczeń i eksperymentów, wnioski z analizy naukowców były następujące: "Trzmiele nie mają prawa latać, przeczy to wszelkim prawom fizyki. To jest niemożliwe." Dobrze tylko, że tym biednym trzmielom nikt nie powiedział, że zamiast latać powinny chodzić :)

Do trzmiela mi dużo brakuje choć ja też nie miałem prawa wstać z tej cholernej kanapy (nie będąc w stanie przepłynąć ciurkiem 200m, przejechać na raz szybkim tempem 30km, przetruchtać chociaż 30minut) i wystartować w Triathlonie (co prawda dystansie sprinterskim) w Kozienicach, a na dodatek stanąć na podium! I to wszystko po zaledwie 4 miesiącach od rozruchu... Jak to mówi Ferdek Kiepski: „Są na świecie rzeczy, które się fizjonomom nie śniły".

Trzeba wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy samozaparcie i można być chociaż ciutkę jak ten trzmiel który robi rzeczy które nie śnią się amerykańskim naukowcom i nawet cegły na nogach i stodoła na drodze (wyjaśnienie o co chodzi ze stodołą znajdzie się w relacji z zawodów w Kozienicach) nie są w stanie człowieka powstrzymać, nawet takiego którego aktywność ograniczała się do ruchów kciukiem na pilocie do telewizora.

EPILOG :)
W chwili obecnej mam już rozpisany roczny plan treningowy na sezon 2014/2015.
Główne cele to:
1. Triathlon Olimpijski (1.5km pływanie, 40km rower, 10km bieg) w czerwcu 2014 w Olsztynie – poniżej 3h;
2. Ironman 70.3 (2.1km pływania, 90km rower, 21km bieg) w sierpniu 2014 w Gdyni – poniżej 6h;
3. na deser Maraton Warszawski (42,195 km biegu) we wrześniu przyszłego roku – poniżej 4h...
Tak, tak, już teraz sobie to detalicznie rozpisałem i rozplanowałem - nieźle mnie wzięło co?
Trzmiel mym idolem.
Z życzeniami wytrwałości w Waszych postanowieniach,

MSz

P.S. Na koniec najważniejsze - podziękowania dla moich dwóch dziewczyn które dzielnie znoszą moje nowe zajęcie :)

Co ma ze sobą wspólnego: kciuk, cegła, trzmiel i stodoła (czyli jak się zaczęła moja przygoda z Triathlonem)?

Dla osób czytających relacje z zawodów Triathlonowych, to nie będzie stricte relacja tego, co na którym kilometrze mnie spotkało, ile żeli zjadłem, kiedy miałem kryzys i ile razy dostałem kopa od innych zawodników w pralce (dla osób nie znających tematyki, równoczesny start kilkuset osób w wodzie w zawodach Triathlonowych, ze względu na delikatnie mówiąc dużą mętność wody w tym momencie, potocznie nazywany jest „pralką”. )

Przykładowa pralka tutaj:  http://www.youtube.com/watch?v=xHfHu9ji_R8 : ) Polecam obejrzenie przynajmniej do 1:40 koniecznie z muzyką.

Do sedna.

Aby wyjaśnić tytułowe powiązanie, musimy się cofnąć w czasie....

Dawno dawno temu (ponad 15 lat wstecz, czyli zajrzyjmy do prehistorii)

Ostatnia intensywna aktywność fizyczna skończyła się w moim wydaniu na koniec szkoły podstawowej (chyba 1997), gdzie w klasie sportowej mieliśmy praktycznie codziennie jakiś wf, sks, basen, czyli tak półtorej godzinny dziennie aktywność (włącznie z weekendami). Generalnie wszystkiego po trochu, od piłki nożnej, koszykówki, piłki ręcznej przez kajaki, narty biegowe po ping-ponga, badmintona i unihokeja włącznie. Podsumowując  wszechstronny rozwój bez focusowania się na czymkolwiek.

Kwiecień 2013 - 4,5 miesiąca temu (wróćmy do współczesności)

godz.21 żona z półtoraroczną córeczką już śpią, a ja leżę przed telewizorem z pilotem i ćwiczę kciuk bezmyślnie przeskakując między kanałami do późnego wieczora. Ten schemat powtarzał się od dłuższego czasu. Czyli w ciągu dnia siedzenie za biurkiem, popołudnia z dziewczynami tudzież w ogródku, wieczory na kanapie.

Ostatnią aktywność mojej osoby satelity radzieckie czy inne PRISMy odnotowały około półtora roku temu w minimalnym zakresie tj. bemowska piłkarska liga szóstek, raz w tygodniu, 1h meczu, przy czym w związku z licznym składem efektywnie ok 30 minut biegania. Sumując: 10 meczów na runde -> 20 meczów na rok -> 20 meczów x 30minut aktywności = 10h intensywnego ruchu na rok! (tak było przez kilka lat). Marnie to za dużo powiedziane – generalnie dramat. Ostatnie półtora roku ZERO czegokolwiek (no poza tym nieszczęsnym kciukiem;) nawet piłki, w związku z wyprowadzką na wieśJ Do Warszawy 30km na mecze na 30minut biegania okazało się za daleko.

Wracając do początku kwietnia i telewizora, leżę i myślę, że znowu nic nie ma w TV, pogoda się robi ładna no i wypadałoby się czymś zająć w te nudne wieczory. Przez przypadek trafiłem na kolejną błyszczącą gwiazdę telewizyjną udzielającą wywiadu, tym razem był to Pan Maciej Dowbor, który wypowiada się jak to wspaniały jest Triathlon, generalnie jaki to on sam jest twardy, jaka super dyscyplina etc.

Myślę... w mordę jakiś kolejny za przeproszeniem pierwszy lepszy "celebrytozo-star"  z POLSATu (parę dni wcześniej ktoś tam na TVNie się przechwalał), pewnie bez przygotowania, od tak z marszu startuje w Triathlonie... A że zawsze moim gdzieś tam skrytym marzeniem były sporty wielodyscyplinowe i Triathlon chodził mi po głowie (raczej w sferze marzeń niż rzeczywistości) bez jakiejkolwiek wiedzy na  temat tej dyscypliny stwierdziłem - JEDZIEMY Z KOKSEM :) To był ten impuls. Oni mogą to i ja! Pobiegam sobie raz w tygodniu, pojeżdżę trochę na rowerku, potaplam się w basenie i będzie fajnie! (Jak bardzo się myliłem w stosunku to Pana Maćka i na jak głęboką wodę się rzuciłem okaże się później…)

4 miesiące temu (wybrane dni)

Aby mieć jakiś cel i motywator, znalazłem na rozgrzewkę jakieś skrócone zawody triathlonowe w Płocku (połowa czerwca) i w Kozienicach (połowa sierpnia) gdzie konieczne są rowery MTB (szosówki u mnie brak). Celem były lokaty bliżej zwycięzcy niż tego ostatniego na linii mety, czyli pierwsza połówka stawki. Na czasy „innych” na razie nie patrzyłem, bo jak startują same gwiazdy telewizyjne (no bo kto w Polsce trenuje Triathlon? – tak, tak taka była moja wiedza na ten temat!), to na luzaku pierwsza połówka powinna być.

 Wygooglowałem plan treningowy do triathlonu dla tych, co siedzieli długo na kanapie i ruszamy:

dzień pierwszy: pływanie. Po 100m kraula - zadyszka - oj będzie ciężko, no ale dało radę w sumie ok 1km na pierwszym pływaniu zrobić (oczywiście z wieloma przerwami);

dzień drugi: bieganie - trening odwołany, śnieg po kolana na początku kwietnia -hmmm nieźle się zaczyna;

dzień trzeci: śnieg szybko stopniał więc leciutko 30 minut rowerek - może być;

dzień czwarty: plan 30 minut ciągłego truchtu - wykonanie 10minut truchtu > zadyszka > marsz 5 minut > 10minut trucht > zdecydowanie wystarczy - masakra! do domu.

Później na szczęście było coraz lepiej (dystanse się wydłużały, tempo zwiększało, treningi robiły się coraz częstsze). Grunt to systematyczność i samozaparcie. Po paru tygodniach przepłynięcie kraulem na raz 2km, intensywne pedałowanie przez 1.30h czy bieg 5km poniżej 30 minut nie stanowił większego wyzwania. Okazało się, że nieszczęsny pierwszy trening biegowy który nie doszedł do skutku ze względu na śnieg był pierwszym i ostatnim treningiem który się nie odbył!

3 miesiące temu

8 tydzień treningu - pierwsza zakładka (dla niezorientowanych: trening 2 dyscyplin jedna po drugiej) - HARDCORE! To po zejściu z roweru można od razu biec? Ja po kilkudziesięciu kilometrach na rowerze, po zejściu z niego, dałem radę dobiec do bramy przed domem, w sumie mega wynik = 10m (słownie dziesięć metrów)...  Nie bez przyczyny tą zakładkę (przejście z roweru do biegu) nazywa się „cegłami”. Rzeczywiście człowiek się czuje jakby mu cegły do nóg przyczepili. Na dodatek z tymi cegłami ja mam przebiec w sierpniu 5km? Mission Impossible.

W tym samym tygodniu stwierdziłem, że popatrzę na wyniki jakie są osiągane w Triathlonach i w tym momencie chciałbym przeprosić Pana Maćka Dowbora, który jak się okazało jest naprawdę mega kozakiem w Triathlonie. Jakbym wiedział ile on trenuje, z jakim poświęceniem to się wiąże i jakie czasy wykręca, to podejrzewam, że Triathlon pozostałby u mnie w sferze marzeń i nawet bym się za niego nie zabrał... Jak to mówią: SZACUN Panie Maćku! No ale cóż, zabrałem się za to, a że jestem uparty to niewypada odpuścić.

Pierwsza hardcorowa zakładka + świadomość wyników osiąganych przez innych zawodników (jak się okazało i Polonia ma swoją sekcję Triathlonu! a wśród nich znajome twarze z K6, lew, BIG...) na początku mnie trochę zdołowały (nie cierpię być ostatni!)...

…na szczęście po lekturze książki "Triatlon - Biblia Treningu", opisującej czym jest Triathlon, gdzie autor (Joe Friel) porównuje Triathlon do badań amerykańskich naukowców, którzy analizowali sposób poruszania się takich małych zwierzątek nazywanych trzmielami (cholera o co chodzi? co ma  wspólnego Triathlon z tymi trzmielami? – spoko, może będę pamiętał i na końcu napiszę co i jaki:) zapał mi wrócił.  Kryzys nr 1 za mną J

2 miesiące temu (połowa czerwca)

Dreszczyk emocji, pierwsze zawody w Płocku (total amator, dystans supersprint 400m pływania - 8km rower MTB - 3km biegu przełajowego), bardziej jako rozpoznanie tego jak to wszystko wygląda przed głównym startem w sierpniu w Kozienicach.

Żona w domu delikatnie mówiąc „niezadowolona”, bo jutro wyjeżdżamy na wakacje na 2 tygodnie, a mnie nie ma, więc nie pozostaje nic innego jak się sprężyć, szybko wpaść na metę, do samochodu i do domu pierdelem się pakować, żeby same nie pojechały :)

W skrócie w mojej pamięci po tych zawodach zostanie:

1. spotkanie z rzeczywistością tj. pływanie w akwenie....(myślałem że skoro na basenie przepływam bez problemów ciągiem 2km to na jeziorku 400m będzie łatwizną). Okazało się, że brak nawrotu co 25m i brak ścianki która jest na basenie od której można się odepchnąć co kilkanaście sekund jest dużym problemem w pływaniu w jeziorze  - dotarło do mnie po ok 50 metrach :) Ledwo dopłynąłem do strefy zmian.

Później było już tylko lepiej, rower ok, bieg super, mijałem kolejnych zawodników jak tyczki (chyba Ola z tymi walizkami czekającymi na mnie tak mnie zmobilizowała:).

2. czas 0:40:38, klasyfikacja generalna 23 miejsce na 120 startujących, kategoria wiekowa 8 miejsce - ze świadomością, że więcej nie planuje startować w takich krótkich dystansach, co spowoduje, że takie miejsca się już nigdy nie powtórzą ( nigdy nie mów nigdyJ ). No ale cel w postaci pierwszej połówki stawki zrealizowany z bardzo dużą przewagą. Szkoda tylko, że zabrakło ok. 30 sekund do pierwszej 20-tki.

3. co najważniejsze genialna atmosfera! Muszę to powtórzyć! Debiut udany.

3 tygodnie temu (przełom lipiec/sierpień)

Bieg Powstania Warszawskiego na 10km, pierwszy start w barwach AKS Polonia Warszawa i w ogóle moje pierwsze zawody biegowe.

W skrócie: poniósł mnie tłum na starcie (1km biegłem prawie tempem na rekord świata;) - na metę dobiegłem z bolącym kolanem. Czas 50 minut nie powala (ale mimo wszystko bardzo przyzwoity jak na mnie), na dodatek, co gorsze - kontuzja...

Dominuje: Wściekłość. Mogą być problemy ze startem w Kozienicach. Istnieje prawdopodobieństwo, że cały misterny plan pójdzie w... (Kryzys nr 2) 2 tygodnie temu (2 tygodnie do zawodów)

Kolano dalej boli, bieganie odpada, zostaje basen, rower i siła. Co gorsza ostatnią zakładkę robiłem w Płocku i dopiero ostatnie 3 tygodnie planowałem na intensywne „cegły”.  Jak się człowiek czuje jak robi pierwszą zakładkę po dłuższej przerwie to chyba tylko osoby trenujące Triathlon wiedzą (już o tym pisałem). Robienie pierwszej zakładki na zawodach po 2 miesięcznej przerwie od cegiełek nie wchodzi w grę.

Po głowie mi chodzi: „Czyli co? jak się nie poprawi sytuacja z nogą do końca tygodnia (cholera wypadałoby z jedną zakładkę i przynajmniej z jeden trening biegowy w 3 tygodniach poprzedzających zawody zrobić) to odpuszczamy Kozienice i szukamy alternatywy we wrześniu?”

Na dodatek tydzień przed zawodami przypałętała się grypa żołądkowa (Kryzys nr 3) - Totalna LIPA!

To nie może się tak skończyć.

Jak z nieba spadła mi relacja lwa z zawodów Ironman 70.3 z Poznania (polecam malkontentom, pesymistom i osobom od których ciągle się słyszy: "na pewno się nie uda" jako przykład hartu ducha) dostępna na www.polonia.warszawa.pl (przy okazji gratuluje wszystkim triathlonistom z AKSu zapału i mega wyników!). Tego samego dnia wpadł mi też w ręce stary kubek z…. trzmielem… Nie ma że boli, to musi się udać! Inni mogą, to ja też!

Co było dalej? Należy wrócić do relacji z Triathlonu MTB w Kozienicach znajdującej się tutaj: WKLEIĆ LINK DO RELACJI.

56_trzmiel.gifBym zapomniał, to o co w końcu chodzi z tymi trzmielami i jak on ma się do kciuka, cegieł i stodoły?

Pan Joe Friel we wspomnianej książce "Triatlon - Biblia treningu" opisuje eksperyment (uwielbianych przez Nas:) amerykańskich naukowców badających tym razem fenomen trzmieli, które przy dużym ciele i dużym ciężarze przy proporcjonalnie bardzo małych skrzydełkach świetnie latają.

W skrócie, po latach badań, testów, wyliczeń i eksperymentów, wnioski z analizy naukowców były następujące: "Trzmiele nie mają prawa latać, przeczy to wszelkim prawom fizyki. To jest niemożliwe." Dobrze tylko, że tym biednym trzmielom nikt nie powiedział, że zamiast latać powinny chodzić J

Do trzmiela mi dużo brakuje choć ja też nie miałem prawa wstać z tej cholernej kanapy (nie będąc w stanie przepłynąć ciurkiem 200m, przejechać na raz szybkim tempem 30km, przetruchtać chociaż 30minut)  i wystartować w Triathlonie (co prawda dystansie sprinterskim) w Kozienicach, a na dodatek stanąć na podium! I to wszystko po zaledwie 4 miesiącach od rozruchu… Jak to mówi Ferdek Kiepski: „Są na świecie rzeczy, które się fizjonomom nie śniły”.

Trzeba wierzyć, że nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy samozaparcie i można być chociaż ciutkę jak ten trzmiel który robi rzeczy które nie śnią się amerykańskim naukowcom i nawet cegły na nogach i stodoła na drodze nie są w stanie człowieka powstrzymać, nawet takiego którego aktywność ograniczała się do ruchów kciukiem na pilocie do telewizora.

EPILOG J

W chwili obecnej mam już rozpisany roczny plan treningowy na sezon 2014/2015.

Główne cele to:

1.        Triathlon Olimpijski (1.5km pływanie, 40km rower, 10km bieg) w czerwcu 2014 w Olsztynie – poniżej 3h;

2.        Ironman 70.3 (2.1km pływania, 90km rower, 21km bieg) w sierpniu 2014 w Gdyni – poniżej 6h;

3.        na deser Maraton Warszawski (42,195 km biegu) we wrześniu przyszłego roku – poniżej 4h...

Tak, tak, już teraz sobie to detalicznie rozpisałem i rozplanowałem - nieźle mnie wzięło co?

Trzmiel mym idolem.

Z życzeniami wytrwałości w Waszych postanowieniach,

MSz

P.S. Na koniec najważniejsze - podziękowania dla moich dwóch dziewczyn które dzielnie znoszą moje nowe zajęcieJ

Share
Free Joomla Template created by College Jacke