UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na dalsze działanie strony w obecnej konfiguracji.

Rozumiem
Read and compare professional hosting reviews and choose the best hosting company for your business.

Bieg Piastów 2013

Utworzono: 01 marzec 2013
Redakcja

35-bieg-piastow-stronaKilka miesięcy temu, niesieni emocjami związanymi z tworzeniem Amatorskiego Klubu Sportowego Polonia Warszawa, rzuciliśmy hasło: narciarstwo biegowe. Szybko okazało się, że osób zainteresowanych tą formą ruchu na świeżym powietrzu zimową porą jest co najmniej kilka i gdy tylko w Warszawie i okolicach pojawiła się wystarczająca pokrywa śnieżna, zaczęliśmy się spotykać na biegówkowe przebieżki. Tak, ze spotkania kilku osób narodziła się Sekcja Narciarstwa Biegowego.

Początki sekcji narciarstwa biegowego

Miejscem naszych biegówkowych eksploracji były wydmy Puszczy Kampinoskiej i Mazowieckiego Parku Krajobrazowego, trasa biegówkowa na Moczydle na Woli czy też niedawno uruchomiona trasa nadwiślańska, wiodąca praską stroną od Mostu Świętokrzyskiego hen aż po Most Grota-Roweckiego. Szczególnie ta ostatnia trasa, ze względu na założony (momentami) ślad, łatwą dostępność w ciągu tygodnia i dobrą widoczność wieczorami (światła miasta!) stała się częstym miejscem naszych spotkań. Tu nie było miejsca na wymówki typu: ciemno, zimno i nie chce się. Jest śnieg, są warunki - to oznacza, że wieczorem trzeba wybrać się nad Wisłę. Trasa odwdzięczała nam się niespodziewanymi atrakcjami, takimi jak chociażby spotkanie w środku miasta, w okolicach Mostu Gdańskiego, watahy dzików.

Racząc się herbatką po ukończonych przebieżkach szybko doszliśmy do wniosku, że najlepszym ukoronowaniem naszej biegówkowej działalności będzie start w najważniejszej imprezie w kraju, czyli w rozgrywanym w Jakuszycach Biegu Piastów. Spośród oferowanych tras wybraliśmy dystans 26 km stylem klasycznym, kierując się przeczuciem, że dla startu na 10 km nie warto tłuc się 500 km po polskich drogach, a dystans 50 km to jest dla jakiś nadludzi, a na pewno nie dla nas, mazowieckich początkujących biegaczy.

Bieg Piastów 2013 - relacja

I tak o to 1 marca 2013 roku wieczorem zjawiliśmy się w Szklarskiej Porębie, w samą porę by obejrzeć na ekranie pubu Kredens niespodziewaną wiktorię Czarnych Koszul w meczu z Kolejorzem, w Poznaniu. Spotkaliśmy też jedyną póki co niewiastę w naszej sekcji, czyli Anitę, która tego dnia zaliczyła przetarcie w Biegu Piastów na dystansie 10 km zajmując zaszczytne setne miejsce wśród pań. Rozochoceni piękną grą naszych piłkarzy w stolicy Wielkopolski, spożyliśmy kilka piwek i udaliśmy się na zasłużony spoczynek.


Sobota była dla nas dniem przetarcia i rozruchu. Trasy w Jakuszycach były niedostępne ze względu na rozgrywany koronny dystans Biegu Piastów na 50 km. Korzystając z pięknej słonecznej pogody udaliśmy się w składzie Pawłów dwóch i Wojtek na czeską stronę granicy. Okazało się, że okolice Harrahova oferują setki kilometrów przygotowanych tras do narciarstwa biegowego! Wybraliśmy najbliższą z nich - Karkonoską Magistralę, oznaczoną czerwonym szlakiem. Wiodąca wzdłuż szumiącego potoku i w cieniu starych świerków trasa była fantastycznie przygotowana zarówno do stylu łyżwowego jak i do klasyka. Niespełna godzinne podejście pod górkę dało nam szansę się rozgrzać a nagrodą był 20-minutowy zjazd. Przy tej okazji wyszło na jaw, że Paweł B., niemający doświadczenia z narciarstwa zjazdowego, całkiem dobrze radzi sobie na zjazdach i nie boi się prędkości. Jak się okazało następnego dnia na naszym Biegu, umiejętność zjazdu ma kluczowe znaczenie dla bezpiecznego ukończenia wyścigu. Ukoronowaniem wizyty w Harrahovie było oczywiście podziwianie mamuciej skoczni i obiad, na którym nie mogło zabraknąć, a jakże!, ciemnego czeskiego piwa i smażonego sera z hranolkami. Po powrocie do pensjonatu śledziliśmy konkurs drużynowy w skokach narciarskich na MŚ, zakończony brązowym medalem Polaków. Kolejny dobry znak przed naszym startem! Poznaliśmy również Emilię, która zajęła, jak się później okazało (nie chciała się przyznać!) czwarte miejsce wśród pań na 50 km... Szkoda, że nie wypytaliśmy ją, jak prowadzi trening by dojść do takich wyników...


W niedzielny poranek wsiedliśmy w Szklarskiej Porębie w podstawiony przez organizatorów autobus na Polanę Jakuszycką. Nasz Bieg na 26 km miał rozpocząć się o 10, a już o 8.30 zameldowaliśmy się na Polanie. Dzięki temu mieliśmy czas, żeby oddać narty do smarowania (bezpłatnego!) w ręce serwismenów Salomona. Smarowanie "na szybkość" metodą na gorąco, potem szlifowanie, polerowanie.. Sami nie bylibyśmy w stanie tego zrobić. Chociaż kto wie, może kiedyś się nauczymy i tego! O godzinie 9 byliśmy już po smarowaniu więc skoczyliśmy się rozgrzać do namiotu gastronomicznego. Ciepłe napoje, makarony - wszystko zapewnione przez organizatorów. Podobnie jak ciepłe szatnie, w których można zostawić ciuchy do przebrania. Na starcie zjawiliśmy się we trójkę: dwóch Pawłów i Anita. Na Polanie Jakuszyckiej tłoczyło się prawie 1700 zawodników, podzielonych na sektory po 200 osób, wypuszczanych na start co minutę. Paweł M. z Anitą założyli sobie docelowy czas 2:45, a Paweł B. nieco krygując się zapowiadał, że "biegnie po to, żeby ukończyć". Kilka przysiadów na rozgrzewkę i parę minut po 10 ruszamy! Pierwsze kilometry w wielkim tłoku, żeby wyprzedzić, należało wcisnąć się pomiędzy założone ślady. Na szczęście ten odcinek głównie pod górkę, bez rozwijania większych prędkości. Po pierwszym punkcie gastronomicznym (bodajże na ósmym kilometrze) trochę się rozluźnia, można znaleźć wolny ślad i biec swoim tempem. Niektóre zjazdy są dość kręte, co sprawia kłopoty niektórym z zawodników. Nie raz musiałem omijać kogoś, kto się wywrócił na zjeździe, raz musiałem awaryjnie ewakuować się poza trasę na zewnętrznym łuku. Jest adrenalina! Na szczęście bez wywrotki. Po drodze kolejny bufet z żelami energetycznymi. Teraz czuję pałera! Od ok. 15 kilometra jest już mniej wyprzedzania i biegnie się już całkiem swobodnie, w towarzystwie osób biegnących w podobnym tempie. Ja na przykład biegłem bark w bark z zawodniczką UKS Rytro, ucinając sobie pogawędki na lżejszych odcinkach i motywując się na podbiegach. Chyba jednak zachowała ona więcej sił (a może jednak jej serwismeni lepiej przygotowali narty?), gdyż na 23. kilometrze uciekła mi na zjeździe i tyle ją widziałem. Na szczęście były to już ostatnie kilometry Biegu i zaczynałem czuć dobrze znaną biegaczom euforię związaną ze zbliżaniem się do mety. Wtedy przestaje się czuć ból pleców i zmęczenie w nogach, na twarzy pojawia się uśmiech, świat staje się kolorowy i czujesz się jak mistrz świata! Nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku zajmujesz 459. miejsce. Bo liczy się to, ile dajesz z siebie i jak pokonujesz własne słabości... Na mecie czekają "eleganckie panie w pięknych tutaj toaletach", wręczają medale, dają buziaka (a nie, jednak nie dają! a szkoda!), częstują gorącą herbatą z sokiem malinowym. Jest pięknie. Kończę z czasem 2 godziny 22 minuty, dużo szybciej niż zakładałem! Anita przybiega z czasem 2:42 a Paweł B. z czasem 2:53. Super! Dla takich chwil warto żyć . Po biegu posiłek regeneracyjny, pamiątkowe zdjęcia, wywiady... Jako że paradujemy w sekcyjnych czapkach AKSu, kilka osób nas zaczepia i deklaruje swoją miłość do Polonii. Jeden z kolegów okazuje się być dzikiem, który ukończył 26 km w okolicach setnego miejsca z czasem poniżej 2 godzin. Miejmy nadzieję, że spotkamy się jeszcze nie raz na biegówkowych trasach!

Wieczorem dopada nas zmęczenie materiału, zasypiam z piwkiem w ręku oglądając "Bękarty Wojny". Śnią mi się kręte zjazdy i ostre zakręty. To były wspaniałe zawody! Polecam każdemu biegówki jako sposób na aktywne spędzenie zimy. Zdrowo, sportowo, aktywnie. Ziarno zostało zasiane. Mamy nadzieję, że za rok na trasie BP pojawi się większe grono zawodników w czarno-biało-czerwonych strojach. Po cichu liczymy, że będzie nas dziesiątka, może więcej. Do boju Warszawo!

Paweł M.

Share
Free Joomla Template created by College Jacke