UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na dalsze działanie strony w obecnej konfiguracji.

Rozumiem
Read and compare professional hosting reviews and choose the best hosting company for your business.

Relacja z Wyprawy w Karkonosze [cz.2/3]

Utworzono: 13 luty 2013
Redakcja

poloniatt1Druga część realcji z wyprawy w Karkonosze. Trzy dni opisane okiem trzech osób - uczestników wyprawy - Pawła, Piotrka i Marcina. Tona wrażeń!

 

 

DZIEŃ DRUGI

Obrazek-7

Paweł: Wstaliśmy godzinę przed świtem, by w świetle czołówek spakować graty, zjeść śniadanie i wyjść na szlak. To miał być dzień najbardziej znaczący i decydujący o losach dalszej wyprawy. Plan minimum zakładał Schronisko Pod Łabskim Szczytem - Śnieżne Kotły - Wielki Szyszak - Czarna Przełęcz - Schronisko Odrodzenie, plan maksimum – dalej, ku Słonecznikowi - Równia pod Śnieżką - Schronisko Samotnia. Wątpliwości moje dotyczyły wszystkiego; rok wcześniej, gdy byłem zimą w Karkonoszach, stan szlaków i pogoda spowodowała, że przeszliśmy połowę zakładanej na całą wyprawę trasy. Tymczasem teraz wszystko zdawało się iść po naszej myśli. Nocą opady śniegu spowodowały, że wczorajsza śliska Mokra Ścieżka była przyjemnie chropowata i pięknie wyniosła nas na górę. Około 10 zameldowaliśmy się nad Śnieżnymi Kotłami, które moi współtowarzysze mogli sobie tylko wyobrazić. Szlaki były ubite i dobre, natomiast pogoda - dla tych z dużą wyobraźnią. Widoczność na 30 metrów.

Marcin: Wspinając się od Schroniska pod Łabskim w szarym świetle budzącego się dnia, spotkaliśmy na szlaku malutkiego pająka. Dreptał niespiesznie po białym puchu, wokół niego był tylko ogrom zbocza i my. Nie wiadomo skąd nadszedł, ani dokąd podążał. Wierzę, że jakoś sobie poradził. To nieoczekiwane spotkanie wprawiło mnie w sentymentalny nastrój, który jeszcze się wzmógł, gdy kawałek dalej zaczął nas smagać porywisty wiatr.

Obrazek-8

Piotrek: W nocy trochę poprószył śnieg, więc tym razem podejście przebiega bez większych problemów. Kontynuujemy podróż czerwonym szlakiem. Mijamy Łabski Szczyt, Śnieżne Kotły, Wielki Szyszak i zmierzamy ku schronisku Odrodzenie.

Obrazek-9

Paweł: Wiatr i opad śniegu się wzmagał. Trawers Wielkiego Szyszaka w nieprzyjemnych warunkach, jednak wraz z wytracaniem wysokości w stronę Czarnej Przełęczy wichura zelżała, śnieg delikatnie padał, a widoczność znacznie się poprawiła. Fantastyczna jest chatka postawiona przez Czechów na Czarnej Przełęczy: zamykane drzwi, ktoś zostawił świeczki, drabina i folia termiczna, gdyby trzeba było przenocować na poddaszu. Czyściutko. Być może to zasługa tego, że ruch turystyczny jest tutaj dużo mniejszy.

Czas mieliśmy na Czarnej Przełęczy dobry, pogodę nienajgorszą. Po odpoczynku w chatce ruszamy w dalszą drogę...

Marcin: W chacie spotykamy pierwszych tego dnia piechurów. Młoda para z Wrocławia. Krótka, sympatyczna rozmowa. Wychodzimy chwilę przed nimi, później mijają nas na szlaku. Pędzą. Chłopak niesie plecak swój i dziewczyny.

Obrazek-10

Paweł: Choć wspaniali są Czesi w swoim wypoczynku na świeżym powietrzu, to my raczej kiepsko czuliśmy się na odcinku Petrova Bouda - Schronisko Odrodzenie. Uciekliśmy z miasta na trzy dni z majdanem w plecakach, a tu mijaliśmy rodziny z dziećmi na sankach. Była to niemiła konfrontacja dla naszych wyobrażeń o zimowej wyprawie.

Marcin: Zachwyt mój - nowicjusza: czeski odcinek świetnie przygotowany dla narciarzy na biegówkach. Tory wyżłobione w śniegu. „Spacerowiczów uprasza się o nie deptanie”. Niestety gwarno i turystycznie. Te nasze wielkie plecaki i ekwipunek w tych okolicznościach trochę jak pięść do nosa.

Piotrek: W Schronisku Odrodzenie udaje nam się rozegrać małą partię tenisa stołowego.

 

Paweł: Szczęśliwie- po krótkim odpoczynku w Odrodzeniu- na szlaku pogoda psuła się coraz bardziej, wraz z wysokością wzmagał się wiatr, a śnieg nieprzyjemnie zacinał - znów mogliśmy poczuć się wyjątkowo. Krótki odpoczynek przy skałach Słonecznika i ruszyliśmy w stronę Równi pod Śnieżką na szlak o nazwie „zgadnij, gdzie i kiedy zapadniesz się w śnieg”. Udeptana zimowa ścieżka szerokości kilku stóp była przykryta świeżą warstwą białego puchu i łamigłówką było, którędy iść, by nie zapaść się "po podwozie" w "kosówkę".

Im bliżej Równi, tym twardszy szlak, ale pogoda coraz gorsza. Z powodu wiatru i śniegu widoczność spadła do 10-20 metrów - chwała tyczkarzom zimowych szlaków w Karkonoszach!

Staraliśmy się nie pogubić w tych warunkach, zawęziliśmy szyk i tak oto doszliśmy do Równi pod Śnieżką.

Obrazek-11

Piotrek: Tutaj dowiadujemy się, co oznaczają warunki subpolarne. Wiatr dmie z prędkością blisko stu kilometrów na godzinę, w powietrzu gęsto fruwają kawałki zmrożonego śniegu, nie widać nic dalej niż w promieniu pięciu metrów. Staramy się zachować między sobą bliską odległość, żeby nie pogubić się wśród zamieci. Pomocne okazują się gogle i kominiarki, które naciągamy po sam nos.

Obrazek-12

Paweł: Gdzieś tu podobno jest informacja, że w zimie panują w tym miejscu warunki podobne do subpolarnych. Nie mogliśmy jej przeczytać, ponieważ wiatr wiał w przedziale 80-100 km/h, była śnieżyca, temperatura kilkanaście stopni poniżej zera, odczuwalna jeszcze niższa, wąsy, brody zamarznięte, wydzieliny z nosa też. Na ubraniach i plecakach zamarznięta skorupa. Marcin, najbardziej oporny z nas przy używaniu nowoczesnej techniki do walki z żywiołami, założył w końcu gogle i smagani po twarzach zmrożonym śniegiem schodziliśmy w kierunku Samotni...

Obrazek-13

Marcin: Przypomniała mi się informacja wyczytana w internecie: „Zarówno Karkonosze jak i Góry Izerskie stanowią zimą namiastkę terenów położonych daleko za kręgiem polarnym. Rozległe grzbiety górskie i płaskowyże, niskie temperatury, huraganowe wiatry, silne zamiecie śnieżne – w styczniu i lutym jest tu pod wieloma względami podobnie, jak na Spitsbergenie czy Grenlandii”. Równia pod Śnieżką objawiła moc swego majestatu. To była naprawdę solidna wichura. Szpile zamrożonego śniegu w twarz zmusiły mnie do sięgnięcia po zacierające obraz rzeczywistości gogle.

Piotrek: Dobrze, że Paweł znał szlak na pamięć, bo w takich warunkach nie dałoby się zrobić z mapy żadnego użytku. Po drodze, jeszcze przed Równią, minęła nas para, która prawdopodobnie wybrała się na wycieczkę z Karpacza. Byli lekko ubrani i nie mieli plecaków. Zrobiło nam się ciężko na sercu, bo odnieśliśmy wrażenie, że wkrótce swój brak szacunku wobec gór mogą przypłacić zdrowiem.

Gdy schodziliśmy do Samotni, minęli nas równie szybko co wcześniej. Wracali.

Paweł: Kocham Samotnię o tej porze roku, a innej nie znam. Oprócz nas pięć osób w schronisku, choinka, spokój, cisza, nad drzwiami wejściowymi neon pokazujący stopień zagrożenia lawinowego, przemiła właścicielka, czuć w powietrzu coś niezwykłego.

Piotrek: W schronisku meldujemy się po godzinie 15. Samotnia ma piękną drewnianą architekturę i lokalizację. A także prąd bez ograniczeń i ciepłą wodę, z której tym razem robimy użytek. Suto posilamy się pierogami ruskimi, smażonym serem i szarlotką. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie popili tych specjałów piwem. Tym razem nasz wybór pada na Książęce i Piasta.

Marcin: Gramy w scrabble. W holu głównym gabloty ze zdjęciami i ogłoszenia. Reklama marszobiegu ze Śnieżki do Samotni. Przy obiadokolacji do Pawła przychodzi kot, którego spotkał także rok wcześniej, siedząc dokładnie w tym samym miejscu.

c.d.n


------------------------------
czytaj: Pierwsza część relacji

Share
Free Joomla Template created by College Jacke