UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na dalsze działanie strony w obecnej konfiguracji.

Rozumiem
Read and compare professional hosting reviews and choose the best hosting company for your business.

V Zimowy Ultramaraton Karkonoski im. Tomka Kowalskiego - oczami Oskara

Utworzono: 17 marzec 2018
Oskar Kapala

Oskar przed startem w ZUKuZImowy Ultramaraton Karkonoski (ZUK) to bieg szczególny. Poza tym, że rozgrywany wczesną wiosną (czyli zwykle w ekstremalnych, zimowych warunkach), to jest jednocześnie memoriałem Tomka Kowalskiego - biegacza, ultramaratończyka, podróżnika, alpinisty, himalaisty, uczestnika pierwszego zimowego wejścia na Broad Peak, pozytywnie zakręconego człowieka. Rodzina i przyjaciele Tomka, organizatorzy ZUK-a, stworzyli imprezę o niepowtarzalnej atmosferze. W y edycji z 53 kilometrową trasą grzbietami Karkonoszy zmierzył się Oskar. Przeczytajcie jego relację.

 Start

O 7:20 wysiedliśmy z autobusu - blisko do startu, więc nie było czasu ani na rozgrzewkę, ani na marznięcie. Już o 7:30 wystartowaliśmy z Polany Jakuszyckiej. Biało. Wiało. Jeszcze nie śnieżyło. Zacząłem bardzo spokojnie, wręcz turystycznie. Świadomość braku formy i pokora wobec mojego pierwszego biegu górskiego zimą pomogły :)

Początek

Do pierwszego punku żywieniowego na Hali Szrenickiej biegło się bardzo przyjemnie, wręcz rozgrzewkowo. Ustawiłem się w połowie stawki i leciałem wężykiem za innymi.

Śnieżna masakra

W drodze na Śnieżne Kotły zaczęła się śnieżyca, wiało już naprawdę mocno, temperatura spadła. Chwilami widoczność wynosiła zaledwie kilkanaście metrów - widziałem jedynie najbliższą tyczkę. Były też momenty, w których myślałem, że biegnę zupełnie sam - wokół nie widziałem innych zawodników. Pogoda odpuściła na chwilę na zbiegu z Kotłów.

zuk22

Tam był drugi punkt żywieniowy przy schronisku Odrodzenie. Ja go sobie odpuściłem, ale wielu startujących kierowało się już do schroniska. Korzystając z tego, że władza w palcach wróciła, zjadłem żel i batonika. Założyłem też drugą parę rękawiczek. To chyba mi potem uratowało palce.

Po ponownym nabraniu wysokości, znowu się zaczęło. Tym razem jeszcze mocniej. Te 9km starałem się biec na prawdę mocno - na tyle na ile miałem sił i teren pozwalał oczywiście - ale bez oszczędzania. Była taka zawieja i było tak zimno, że chciałem ten czas skrócić do minimum - nawet kosztem przedwczesnego zmęczenia. Wolę nie myśleć co było gdyby ktoś tam opadł z sił, lub skręcił kostkę. Rozumiem organizatorów i wymagania stawiane zawodnikom.

Śląski Dom

Jak wpadłem do schroniska to napotkałem bardzo zatroskanych i opiekuńczych wolontariuszy, którzy wyglądali na bardzo przejętych stanem zawodników. Poprosiłem o wskazanie toalety a zostałem tam zaprowadzony. I super, bo ledwo widziałem - tak mi twarz zmarzła, że wszystko miałem rozmazane i średnio się na nogach trzymałem.

W schronisku się nie spieszyłem - spędziłem tam dobry kwadrans i to nie tylko dlatego, że miałem nieplanowane posiedzenie w toalecie. I tak musiałem odpocząć. Zjadłem ciepłą zupę, założyłem dodatkowe rękawki pod kurtkę i ruszyłem na Śnieżkę.

Profil ZUKa 2018

Śnieżka

Podejście strome, ale dosyć krótkie. Bardzo silny watro, zimno, ale chwilowo bez śniegu. Potem zbieg, ostry, ale fajny, po różnym podłożu - śnieg twardy, sypki, lód. Było bardzo zabawnie.

Wiosna

Ostatni punkt żywieniowy na Przełęczy Okraj minąłem i poleciałem w dół. Choć poleciałem to dużo powiedziane. Może i rzeczywiście był to najszybszy fragment trasy, ale bardzo męczył mnie ten długi zbieg. Nogi miałem juz skatowane i dopadł mnie poważny kryzys. Może trochę dlatego, że trasa przestała być wymagająca i mogłem skupić się na swoim ciele, które w końcu przebiło się do świadomości? :) Pogoda zrobiła się piękna. Zacząłem się rozbierać i pić więcej wody.

Do mety

Ostatnie podejście i finisz w dół. Postanowiłem pocisnąć. Wyprzedzałem padających zawodników. W dużych ilościach. Tu procentował spokojny start. Potem już tylko zbieg na którym poleciałem już do dna.

Wyniki

Byłem 85. w klasyfikacji generalnej, 77. wsród mężczyzn (wyniki dostępne tutaj). Bieg ukończyło 380 zawodników. Mój cza to 6h 49m 15s.

Klimat

Na koniec dodam, że bieg na niesamowity, niepowtarzalny klimat. Organizatorami biegu są rodzina i przyjaciele Tomka Kowalskiego. Atmosfera jest domowa i przyjacielska, pełna autentycznych emocji. Bez napinki i puszenia, co tak często spotykam niestety w Traithlonie.

Kibice i rodzinka

Pierwszy raz pojechaliśmy też na zawody górskie cała rodziną. Daje to dodatkowe wsparcie, a wbieganie z dziećmi na metę jest bardzo przyjemne :)

Meta ZUKa z dzieciakami!

Więcej zdjęć z biegu, na Facebookowym profilu ZUKa!

Share
Free Joomla Template created by College Jacke