UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na dalsze działanie strony w obecnej konfiguracji.

Rozumiem
Read and compare professional hosting reviews and choose the best hosting company for your business.

Ironman 70.3 Gdynia '2016 (FOTO, zapowiedź)

Utworzono: 22 sierpień 2016
AMI

256-7 sierpnia to termin Ironman Gdynia - w tym roku zawodnicy AKS Polonia Warszawa wzięli udział zarówno w Sprincie, jak i dystansie 70.3. Wszyscy dali z siebie wszystko, każdy przybył na metę z radością i sukcesem - wielkie brawa dla nich! Zapowiedź większej relacji, kilka słów od triathlonistów i zdjęć prezentujemy teraz - cała, szeroka fotorelacja i uzupełnienia wkrótce :)

 

"Do Gdyni jechałem z myślą, żeby zrobić dobre zawody. Bez przygód, bez bólu, bez powodów do narzekania za metą. Po prostu, zarówno w trakcie jak i po czuć się dobrze. Trzy tygodnie, które minęły od Roth, nie wystarczyły jednak, by pozbyć się z pamięci bólu z trasy biegowej, który skutecznie pozbawił mnie szans na zadowalający wynik. Dodatkowo, gdzieś tam ciągle przemykały przez myśl zasłyszane opinie o trudnej trasie rowerowej i wspomnienia z ubiegłorocznej walki na Świętojańskiej.

Mniej więcej z takim nastawieniem zaczęła mi się niedziela. Zresztą, zaczęła już się dość wcześnie, chociaż BIG wcale nie okazał się trudnym współlokatorem. Wrócił grzecznie do domu chyba jeszcze przez północą ;). Około 7:00 byłem już w strefie zmian. Gdy nieśpiesznie oporządzałem sprzęt, podszedł do mnie pewien gość w czapeczce i brązowawej bluzie z pytaniem - co to za pompka i czy mogę pożyczyć? Odpowiedziałem – Jasne, zwykła, prosta, nie szkoda zgubić. Dopiero później na zdjęciu z fanpage’a Podsiadłowskiego poznałem swoją pompkę i jego.

Nie lubię pisać o pływaniu. Było jak zwykle, kiepsko, długo, faliście, zygzakowato, chłodno (bo straciłem czepek), wolno.

Rower zacząłem spokojnie. Wiało bardzo mocno, więc nie wyrywałem na siłę do przodu. W tym czasie mijali mnie też tacy, pod którymi uginały się rowery. W związku z tym, że jechałem spokojnie za innymi, starając się unikać wiatru, jeden z tych „wielkich” triathlonistów śmignął obok i oglądał się lekko skonfundowany i z wyraźnym niedowierzaniem, że tak łatwo wszystkich bierze. Widać było, że poczuł się mocny :). Sama trasa nie okazała się tak trudna, jak złowieszczo przedstawiał ją oficjalny profil. Podjazdy można było pokonać w dość przyzwoitym tempie. Większym utrudnieniem był mocny wiatr i tłok na trasie. Niestety z moim pływaniem nie mogłem spokojnie opuścić głowy i kręcić w swoim rytmie. Mijałem ich całymi grupami. Często będąc zmuszony do korzystania z prawej strony, bo lewa była zawalona. Na zjazdach trzeba było zwalniać bardziej z powodu innych rowerzystów, którzy byli znacznie mniej przewidywalni, niż ostry zakręt na stromym zjeździe. Gdy pozostało do przejechania ostatnie 30 km, w końcu mogłem opuścić głowę. Wtedy prędkość, nawet na płaskim, oscylowała na poziomie 40 km/h i z łatwością mijałem kolejnych „rywali”.

Bieg też rozpoczynałem z dystansem, mówiąc sobie, że ten etap zaczyna się dopiero na zbiegu od Świętojańskiej. I rzeczywiście, mogłem wtedy wejść już na przyzwoite tempo i utrzymać je do końca. Kolejne razy na Świętojańskiej pokonywałem też bez większych problemów. Nie odczuwałem - tak jak w ubiegłym roku - stanów przed-skurczowych i oddechowo czułem się dobrze. W rezultacie, czując się świetnie na mecie plułem sobie w brodę, że nie przycisnąłem mocniej. I naprawdę na trasie nikt nie kibicował głośniej niż Poloniści! Dziękuję! Tym bardziej, że tym razem bieg nie sprawiał mi problemu i mogłem cieszyć się dopingiem :).

Dla mnie zawody w Gdyni to już końcówka sezonu. Ale tak naprawdę to jeszcze nie laba, bo już wkrótce Mooloolaba! Trzymam kciuki za Lwa, za to, żeby to był dla niego TEN dzień! Janusz! Niech to będą dla Ciebie najlepsze zawody ze wszystkich dotąd. Niech palenie łydek sprawia Ci przyjemność, a ból w piersiach frajdę! I na końcu, słaniając się na nogach, zerwij szarfę jako pierwszy!!! I pamiętaj – „there is no other option…" :) "

Darek

 

"Do Gdyni pojechałam, mając za sobą bardzo przeciętne wyniki w Sierakowie i Brodnicy. Teraz miało być jednak zupełnie inaczej. Miesiąc przed startem zrobiłam sobie rachunek sumienia. Mimo, iż korzystam z pomocy trenera, to tak naprawdę podczas przygotowań nie dawałam z siebie nawet 70 procent. Zdarzało mi się nie realizować planów albo wręcz opuszczać jednostki treningowe... Podczas wakacji na Mazurach, postanowiliśmy z Pawłem, że do końca sezonu podejdziemy do tematu bardzo poważnie. Codzienne treningi pływackie na Niegocinie, ponad 400 kilometrów na rowerze i bieganie w lesie - to był dobry początek. Weszłam we właściwy rytm pracy. Przed startem dużo pracowaliśmy też nad moją psychiką. Zrozumiałam, że staje na starcie nie po to, żeby przeżyć, ale po to, żeby walczyć o jak najlepszy wynik.

A same zawody? Co tu dużo mówić.. Wyszło bardzo dobrze! Zajęłam 45 miejsce w open kobiet (na ponad 250 startujących) i ósme w mojej kategorii wiekowej. Cały czas cieszyłam się tym startem i czułam, że jestem silna, a przede wszystkim miałam w sobie ogromną chęć walki.

Teraz Mrągowo i mój debiut na dystansie 1/2 Ironman. Jestem przygotowana i już nie mogę się doczekać, kiedy wejdę do wody!

A po wszystkim usiądziemy w gronie przyjaciół i ustalimy plany startowe i treningowe na 2017. Ostatnio poznałam magiczne wśród wszystkich triathlonistów słowo SLOT. A podobno Mistrzostwa Świata 1/2 Ironman 2018 mają odbyć się w Gdyni...  ??

P.S. Dziękuje wszystkim, którzy pomagają mi w realizowaniu mojej pasji. Bez Was nie byłoby to możliwe. Paweł, Karola, Janusz, Arek, Mrówa, Torped, Monika, koleżanki i koledzy z AKS -u i MTB. Do zobaczenia na następnych zawodach!"

Jola

 

"Mój debiut na dystansie 1/2 IM

Jak to w debiutach, ciężko było określić czego się spodziewać po swoim starcie. Po głowie chodziło mi złamanie 5 h, ale po ogłoszeniu trasy rowerowej wiedziałem, że będzie to bardzo ciężkie. Duże przewyższenia terenu, trasa trudna technicznie.

Jak poszło?

Pływanie: super. Co prawda pralka ciągnęła się długo i trochę oberwałem, ale później już pomimo silnego wiatru złapałem rytm i ciągnąłem swoim tempem. Po nawrocie zacząłem doganiać wcześniejszą grupę wiekową, wiec zaczął się slalom i utrudniona nawigacja, ale jakoś poszło. 32 min - ok 150 msc / 2500.

Rower: od pierwszego obrotu wiedziałem ze będzie mega ciężko. Noga zupełnie nie kręciła. W sumie to pierwszy raz na zawodach, gdzie na początku roweru nie czułem "power'a". Dodatkowo wiatr wiał prosto w twarz z prędkością  30 km/h, a licznik rowerowy odmówił posłuszeństwa, wiec nawet nie wiedziałem, ile jadę. Kolejne osoby mijały mnie z lekkością. Do 20. km praktycznie cały czas pod górę. Męczyłem się niemiłosiernie. Później było: podjazd, zjazd, podjazd, zjazd... Wiedziałem, że o 4:59 mogę zapomnieć. Miałem dość. Brak jakichkolwiek kibiców na trasie też nie pomagał. Trasa urokliwa, ale taka "cicha". Zdecydowanie wolę, jak są tłumy ludzi :) Dodatkowo bardzo wiało, co mnie sponiewierało do końca. Plecy mnie nasuwały, nie wiem dlaczego. Na ok 70. km złapałem kapcia... W sumie to dobre podsumowanie mojego etapu rowerowego - klapa. Zmieniłem dętkę (ok. 10 min w plecy, wyprzedziło mnie głupie 310 osób...), nabiłem powietrza małą ręczną pompką gdzieś do 2, 3 bar i dotoczyłem się do strefy zmian, wyprzedzany przez kolejnych zawodników. Czas roweru: 3 h... bez komentarza. Ok 1200 msce / 2500.

Bieg: stwierdziłem że powalczę o życiówkę na półmaratonie, aby coś zostało z tego startu. Trasa genialna. Tutaj tłumy ludzi na całej trasie. Klimat niesamowity, co dodatkowo zachęcało do zmasakrowania się. Poszło super. Mijałem kolejnych zawodników. Wbieg na metę był niesamowity. Tłumy ludzi na trybunach. Polonijna ekipa zdzierająca gardło (dzięki!). Życiówka poprawiona o 2 min.  1 h 35 min. Ok. 200 msce / 2500.

Total: 5 h 14 min. Gdyby nie guma, to 5 h i tak by nie pękło, ale było by blisko. Miejsce ok. 500 / 2500.

Podsumowując: pływanie i bieg super. Rower - klapa. Organizacja super (oprócz tego co napisałem w PS.).

Ps. Na liście wyników przy moim nazwisku: dyskwalifikacja!?!? Szybki mail do organizatora z pytaniem WTF? Od sędziego głównego dostałem info, że: blokowałem przejazd na rowerze lub nagle zmieniłem tor jazdy (nic takiego nie miało miejsca), za co dostałem żółta kartkę (nic takiego nie miało miejsca), a później nie stawiłem się w namiocie kar (to prawda, nie stawiłem się, bo nikt mnie nie poinformował o takiej konieczności). Mailowo mojej reklamacji nie rozpatrzyli i kazali pisać oficjalne pismo droga papierową, co uczyniłem - czekam na odpowiedz... Trochę lipa, że taka impreza ma taki burdel w papierach, bo ktoś się ewidentnie machnął. Niesmak pozostanie (większy lub mniejszy) niezależnie od odpowiedzi.

Update z ostatniej chwili: protest zaakceptowany, lista wyników zaktualizowana i uwzględnia mój wynik" :)"

Marcin

 

"PROLOG

W Gdyni byłam na zawodach pierwszy raz. Nie spodziewałam się życiówki, ale pomyślałam, że to będzie dobre doświadczenie na przyszłość. I tak faktycznie było. Podróż była bardzo wesoła, w doborowym towarzystwie. Wieczorkiem zaprowadziliśmy rowery do strefy, później makaronik i spanko. Rano trzeba było donieść resztę rzeczy.

W strefie zorientowałam się, że zapomniałam sigmy, którą zdjęłam na czas transportu. Ona pokazuje mi ile jadę, albo raczej ile nie jadę. "Dooobra tam" - pomyślałam - "mam jeszcze zegarek". Ale na wszelki wypadek przed samym startem podeszłam do ochrony z prośbą, czy by mi jednak nie zamontowali na moim rowerze albo wrzucili do kasku. Pan z ochrony był bardzo miły i zgodził się wrzucić.

SWIM

Na rozgrzewkę nie było za dużo czasu, ale zdążyłam się zapoznać ze słoną, zimną wodą, odliczanie i start. Ustawiłam się w połowie stawki i trzymałam prawej strony. Jak najdalej prawej, żeby nikt mnie nie kopnął, nie walnął w twarz, nie złapał za nogę. Niestety złapał, zakrztusiłam się. Zimna woda trochę mnie przytknęła. Nie mogłam oddychać do końca, więc starałam się na siłę wydmuchiwać powietrze. Oddychać, uspokoić się, machać rękami, nie zapominać o nogach. Przy wyjściu z wody zrobił się mały tłum, ale jakoś udało się wspiąć na schody na kolana, wolontariusze pomogli. Tak się ich kurczowo trzymałam, że jeszcze w połowie schodów nie chciałam ich puścić. Szybko zdjęłam piankę, ale nie mogłam sobie trafić do worka. Mokra była i ciężka i wyślizgiwała się. W końcu ją zrzuciłam i na rower.

BIKE

Sigma leżała w kasku. Ręce mi się trzęsły, nie mogłam jej zainstalować. Dooobra tam nieważne, lecę, wepnę później. Spieszę się jak mogę, ale nie mogę wpiąć buta. Pan mówi: Monika ciśnij! A ja buta nie mogę wpiąć. Udało się jakoś i z butem i z sigmą. Sigma nie działa! Jejku, zapomniałam, że odsunęłam czujnik przed podróżą, bo Tomek mówił, że za blisko i o szprychy się ociera. No nic, mam zegarek. Zegarek po wyjściu z wody zatrzymałam w strefie, później uruchomiłam, ale on pokazał kolejne okrążenie. On dalej płynie, a ja jadę na rowerze!!! Na zegarku tylko czas z okrążeniami. Nie wiem jaki czas, nie wiem z jaką prędkością jadę. Doooobra tam, nieważne. Cisnę ile mogę. Dużo zakrętów, w jeden ledwie się zmieściłam. Na trasie nasi kibice, na początku jest Karola, później widzę Bzyka i Pawła. Paweł doping życia!! Paweł dziękuję ;-) Rower szybko się kończy, buty szybko wkładam i lecę.

RUN

Ale czy lecę? Lecę w zwolnionym tempie. Ciężko mi bardzo, dawno nie biegałam. Prawie dwa miesiące. Więc ciężko mi i boli mnie bioderko. Doooobra tam, nieważne. To tylko 5 km. Jesus, ale nie mówili, że pod górkę Ale jak jest pod górkę, to musi być z górki, przecież musi! Biegnę, lecę, prędkość mnie zabija ;-) wszyscy mnie wyprzedzają. Mają zdrowe biodra ;-) Jest z górki, w końcu i ja wyprzedzam - bo pan zaczął iść!!! Jeszcze tylko 2 kilometry. Dużo kibiców, krzyczą "ogień, szybciej, mocniej, dajesz, biegnij, itd". A ja walczę ze wszystkim, a najbardziej ze sobą. Możesz iść przecież masz dużo czasu. No mogę, ale czy dojdę? Szybciej dobiegnę, później odpocznę. Walczę tak sobie, bije się z myślami, a tu staruszek 80 lat mówi do mnie: no bieeeegnij szybciej! Zabił mnie. Ostatnie 200 m frunęłam. Niósł mnie doping kibiców (także AKS POLONIA WARSZAWA!), spiker, muzyka, widok mety. Niesamowite uczucie. Najlepsza część triathlonu! Meta! Jeszcze tylko drobne ukłucie, zastrzyk z ketonalem w tyłek i błogostan.

EPILOG

Chłopakom i Joli z AKS PW gratuluję życiówek, super czasów i zwycięstwa. Wszystkim dziękuję za doping, Karoli również za organizację. Za rok tu wrócę! Silniejsza, mądrzejsza, sprawniejsza, piękniejsza. Powalczę o pudło! Na nich!!!"

Monika L.

 

"W Gdyni było rewelacyjnie, jak co roku. Nowa trasa, zarówno woda, jak i rower, wyniosły Triathlon Gdynia do poziomu najlepszych w Europie!

Super organizacja, ciężki rower (nie obyło się bez upadku z mojej stron), piękne pływanie i super trasa biegowa ładują endorfinami na długie miesiące. Gdynia nie jest tylko idealnym miejscem dla triathlonistow, ale również dla kibiców, rodzin z dziećmi. Ogólnie MEGA!"

Torped

 

Wyniki AKS Polonia Warszawa, Herbalife Ironman Gdynia 6-7.08.2016 r.:

Dystans Sprint:

Lp Msc Nr Nazwisko i Imię Msc Kat Pływ. Msc Pływ T1 Msc T1 Rower Msc Rower T2 Msc T2 Bieg Msc Bieg Wynik Strata
#1 19 445 Lew-Mirski Janusz 1puchar 00:10:41 21 00:02:03 24 00:32:25 18 00:01:53 13 00:20:50 62 01:07:52 00:08:34
#2 445 420 Miłko Jolanta 8 00:18:07 613 00:02:46 497 00:39:51 424 00:02:44 459 00:25:46 436 01:29:14 00:29:56
#3 597 443 Listkiewicz Monika 26 00:17:38 561 00:02:50 466 00:42:22 562 00:02:47 526 00:30:11 678 01:35:48 00:36:30

 

Dystans 70.3:

Lp Msc Nr Nazwisko i Imię Msc Kat Pływ. Msc Pływ T1 Msc T1 Rower Msc Rower T2 Msc T2 Bieg Msc Bieg Wynik Strata
#1 517 1735 Szatkowski Marcin 101 00:32:49 183 00:02:35 170 03:00:22 1197 00:02:21 786 01:35:58 232 05:14:04 01:18:42
#2 521 411 Panufnik Tomasz 160 00:40:46 1064 00:03:05 945 02:39:57 344 00:02:34 444 01:47:54 705 05:14:16 01:18:53
#3 529 485 Tyszka Dariusz 92 00:46:04 1581 00:03:12 1457 02:41:38 407 00:04:17 701 01:39:41 359 05:14:52 01:19:29

 

Źródło: własne, fot. AMI, Bzyk

Share
Free Joomla Template created by College Jacke