UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na dalsze działanie strony w obecnej konfiguracji.

Rozumiem
Read and compare professional hosting reviews and choose the best hosting company for your business.

Volvo Triathlon Series Nieporęt '2016 (+FOTO i FILMY)

Utworzono: 04 sierpień 2016
AMI

P1430265Volvo Triathlon Series Nieporęt '2016 jak zwykle z sukcesami dla AKS Polonia Warszawa! Mamy medale (wszyscy, ze świetnymi rezultatami!), mamy podium (Lew - 2. miejsce w kategorii, 6. Open), mamy też najlepszą ekipę na świecie! :) Wielkie brawa dla Lwa, Tomka, Torpeda, Janka, Marcina i Oskara! W dalszej części newsa relacja, fotorelacja i opinie samych zawodników.

 

"Nieporęt miał być szybki i łatwy. Choć w nogach czułem chorwackie górki, a nieco lżejszy tydzień niewiele mnie zregenerował, to i tak liczyłem na sporą poprawkę życiówki.

Co prawda udało się wygrać część pływacką, ale dalej rozpoczął się splot nieprzyjemnych okoliczności, mających miejsce zwykle wtedy, gdy nie traktuje się poważnie tego, czym się zajmuje, lub po prostu nie ma się formy. Ja staram się podchodzić, przynajmniej do triathlonu, na poważnie.

Wychodząc zatem z wody i zdejmując piankę zerwałem łańcuszek, gubiąc tym samym dwie zawieszki. Postanowiłem nie kontynuować wyścigu, dopóki nie odnajdę zawieszek. Udało się w miarę sprawnie, ale w tym czasie wyprzedził mnie Sergiusz Sobczyk – późniejszy zwycięzca zawodów i swoje pięć minut jako lider na rowerze zaprzepaściłem bezpowrotnie, a tuż za plecami czaili się kolejni rywale. Nie pozostawało nic innego, jak tylko dać z siebie wszystko na rowerze i postarać się nie paść na biegu.

Nogi tego dnia jednak miały odmienne plany od moich i za nic w świecie nie chciały współpracować, a do tego utrudniały mi życie ogromnym bólem. Do tego zorientowałem się, że zgubiłem czip i obawiałem się, że nie zostanę sklasyfikowany, ale walczyć trzeba było do końca. W sumie jednak nie było źle, nogi pobolały, ja tradycyjnie ponarzekałem, aż w końcu osiągnąłem kres prawie trzy kilometry dłuższej trasy kolarskiej.

W strefie zmian nie byłem w stanie namierzyć alejki, w której powinienem odstawić rower. Niestety, wybrałem błędny kierunek i po drugiej stronie swojego stanowiska odwiesiłem rower i przeszedłem pod barierką na właściwą stronę.

Pozostał bieg, a niedaleko za mną dwaj zawodnicy, którzy sprali mi tyłek w Brodnicy i na biegu minęli mnie jak furę z gnojem. Nie było innego wyjścia, trzeba było się okopać i nie dać wziąć się żywcem. Bolało, a niewidzialna ściana uniemożliwiała mi sprawne pokonywanie biegowych metrów, ale drugi oddech otrzymywałem od dopingujących najbliższych i innych wzorowych kibiców.

Na początku minął mnie Maciek Bodnar – zwycięzca ćwiartki  mówiąc, abym się go złapał. „Wariat” pomyślałem i choć bardzo się starałem, zniknął mi z oczu szybciej niż się pojawił. Rywale zbytnio się nie zbliżali, a ja, próbując docisnąć czekałem na moment, w którym świadomość będzie daleko ode mnie, a ja będę mógł w delirce i bez bólu minąć linię mety.

Minąłem, w pełni świadomy. I dobrze, bo musiałem powiadomić organizatorów, że nie mam czipa i żeby uznali mój wyścig. Uznali, a ja stanąłem na drugim miejscu podium.

Cieszy wynik i fakt, że mimo braku większego odpuszczenia, bolących mięśni i większych lub mniejszych niefajnych okoliczności, udało się z niezłym wynikiem jak na ten stan i jeszcze lepszym miejscem. Największa nagroda jednak to Żonka i Rodzice na mecie."

Lew

 

"Fajnie było w wodzie i na rowerze, a nad biegiem trzeba spuścił kurtynę milczenia :) Ogólnie zawody na duży plus ze względu na towarzystwo i lokalizację :)"

Torped

 

"Jak to miło jebnąć ćwiarę, a nie połówkę!
Podziękowania dla KaHy za to, że daje mi pospać, a sama zarywa noce z bachorem, inaczej trenować by się nie dało!
Podziękowania dla kibiców za doping!
Podziękowania dla rywali za motywację do większego wysiłku!"

Janek

 

"Jak co roku w moim kalendarzu zawodów znalazł się ulubiony Nieporęt (1/4 IM, czyli 950 m pływanie, 45 km rower i 10.5 km bieg). Zawsze piękna pogoda, płaskie i szybkie trasy, fajny klimat, mnóstwo znajomych. W poprzednich latach Nieporęt był moim głównym startem, pod który się przygotowywałem. W tym roku było jednak inaczej, priorytety w kalendarzu zupełnie inne, a zawody w Nieporęcie miały być tylko mocniejszym treningiem w środku cyklu. Aczkolwiek nawet się nie łudziłem, że nie pójdę na maxa – nie umiem inaczej :)

Nogi nie były zbyt lekkie, świeżości jak na lekarstwo.

Plan na zawody był prosty: zacząć mocniejszym pływaniem niż zwykle (po ostatnio średnich wynikach pływackich), na rowerze jeszcze dorzucić do pieca, a na biegu dolecieć na oparach (i w jednym zdaniu tak to wyglądało :) ).

Przed pływaniem dodatkowo podpuścił mnie trochę Janek: „Ja płynę maxa pierwsze 50 m i później mam spokój i płynę sam”…

W związku z czym ustawiłem się w pierwszej linii bliżej środka, sygnał startu, zegarek włączony i jazda sprintem. O dziwo, pomimo tego, że byłem w samym środku całego zamieszania, obyło się bez kopniaków, a po kilkudziesięciu sekundach mogłem przebierać w nogach. Wszystkie były idealne, minimalnie szybsze ode mnie, bosko :) Złapałem jakiegoś gostka z zielono/jaskrawymi łokciami na piance, coby się wyróżniał, i ciągnę za nim. Musiałem się mocno pilnować, coby utrzymać mocne tempo. Chwila nieuwagi powodowała, że co jakiś czas odpływał mi na długość ciała, ale kilka mocniejszych pociągnięć i siedziałem mu znowu w nogach. Gość minimalnie płynął slalomem, ale odchylenia od idealnego toru były akceptowalne i co chwilę korygował trasę, więc tak trzymałem się do mety. Zbliżając się do ostatniej bojki, oprócz tego, że miałem naprawdę dość pływania na dzisiaj, stwierdziłem, że chyba jest naprawdę dobrze, bo w wodzie jest bardzoooo pusto jak na 450 startujących… (na mecie okazało się, że po pływaniu byłem 20! niecałą minutę za Jankiem, woow :) - w końcu wynik na miarę możliwości ;) ).

Po nieudolnej zmianie w T1 (a to pianki nie mogłem ściągnąć i odłożyć jej tak, coby butów nie zamoczyć, a to skarpetę 2x zakładałem, bo krzywo, a to numer startowy 2x zakładałem, bo na lewą stronę…) pocisnąłem na rowerze. Czułem brak lekkości w kręceniu, ale nie było tragedii.

Leciałem ile dawałem radę bez sprawdzania tętna, prędkości itd. Wyprzedzałem lekko kolejne pojedyncze osoby, które zostawały daleko w tyle. Jakież było moje zaskoczenie po jakimś czasie, jak z systematycznie wyprzedzanych przeze osób za moimi plecami utworzył się peleton, który się na mnie wiózł przez pół okrążenia. Po jakimś czasie wszystkie ok. 10 osób zwartą grupą mnie wyprzedziło… Szok i niedowierzanie. Zachowując wszelkie przepisy jechałem sporo za peletonem (w sumie to śmiesznie musiało wyglądać; 10 osób w peletonie i jeden pacan co jedzie ponad 10 m za nimi). Ze 2x peleton tak zwalniał, że nie wytrzymywałem i go wyprzedzałem, odjeżdżałem nawet na kilkadziesiąt metrów, ale później znowu mnie dochodził i cały wyprzedzał (walka 1 na 10 :) ). W związku z tym, że byłem nieźle zmęczony, chodziło po głowie: „złap koło, odpocznij trochę w grupie …”, ale się nie skusiłem i odpuszczałem, jak mnie znowu dochodzili i znowu jechałem z tyłu i gula mi skakała.

Przy jednej z kolejnych dynamicznych akcji peletonu natrafiłem na Janka. Szybka motywacja, coby się nie obijał :) i pojechałem dalej. Motywacja zadziałała, Janek spiął poślady ;) i nie dał mi uciec. Trzymaliśmy się do końca w zasięgu wzroku. Do T2 wpadliśmy razem. Średnia 36,5km/h - mega wynik jak dla mnie :) .

Z T2 znowu wybiegłem z Jankiem, ale wiedziałem, że tyle się widzieliśmy… Włączył turbo i poleciał z zatrważającą lekkością. Moje nogi wprost przeciwnie, ciężkie, jakby mi ktoś kule z mosiądzu przyczepił. Od 3 km kolka… Tempo spadało 4:10, 4:15, 4:20, zaczęło łupać w krzyżu, 7 km w 4:30 (WTF?). Bolało fizycznie i psychicznie. Przy którymś nawrocie patrzę, że Oskar leci kilka minut za mną, „no nie, zaraz będzie dublował, masakra”. Trzeba się wziąć w garść. Zamknąłem oczy, zacisnąłem zęby i długa. Dałem radę zejść do 4:20 i średnie 4:21/km na mecie.

Później było: medal, arbuz, arbuz, arbuz, arbuz, izotonik, gleba :)

Na mecie okazało się, że:

- Oskara wyprzedziłem na rowerze (w sumie to nie wiem kiedy) i wcale nie zamierzał dublować,

- skończyłem 30 OPEN! na 430 co mnie bardzo cieszy! W zeszłym roku byłem 89 na 430 (poprawa o 60 m-sc nie w kij dmuchał),

- czas 2:24 gorszy od zeszło rocznego o 1 minutę, ale porównując wyniki czołówki, to czasy w tym roku były gorsze o ok. 8 minut (trasa rowerowa wydłużona, a biegowa nie była skrócona jak ostatnio),

- Lew standardowo na pudle na 1/2 IM – dzikus :) ,

- Ami jak zwykle była wszędzie, zdjęcia już jej nie wystarczają i teraz prawą ręką cyka zdjęcia, a lewa kręci filmy :) . Czekam, aż skonstruuje drona, który by mógł jeszcze od góry nas obserwować :)

Do zobaczenia w Gdyni."

Marcin

 

"Po Nieporęcie spodziewałem się szybkiej trasy i dobrego wyniku. Czas nie okazał się super, ale ostatecznie z lokaty powinienem być zadowolony. Ale po kolei.

Z wody wyszedłem 6., co po nieudanym starcie nie jest takie złe. Na samym początku wydarzyło się coś nieoczekiwanego, a mianowicie już podczas odliczania jeden ze skuterów ruszył na grupkę czających się jak zwykle cwaniaków, ale niestety ja byłem po drodze. Do nich nie dojechał, bo jak go zobaczyli, to od razu ruszyli. Zatrzymał natomiast mnie i zrobił spore fale... Potem było już z górki. Opiłem się sporo wody, bo fala po drodze chwilami była całkiem spora. Dobrze, że woda nie słona :)

Na rowerze był ognień. Zwłaszcza na początku - 4 dychy nie schodziły z licznika :) Na koniec drugiej pętli był wiatr czołowy, co trochę przyhamowało. Tutaj też wyprzedziła mnie pierwsza grupka 3 cwaniaków, jadąca sobie na zmianę - dwóch z jednego klubu i jeden na doczepkę. Na drugiej pętli zacząłem odczuwać zmęczenie, ale jak na mnie utrzymywałem nadal zawrotne tempo. Niestety, w połowie drugiej pętli wyprzedziły mnie kolejne dwa peletony. Na moje komentarze i zaczepki, że tak się nie jeździ, odpowiedział tylko jeden, zapraszając do grupy.

Podsumowując: samotnych kolarzy wyprzedziło mnie jakiś 5-6, a w peletonach ze 20... Szkoda, że ludzie tak robią. Dwa lata temu po Nieporęcie była niezła burza a'propos draftingu. Zawodnicy i organizatorzy wtedy się tłumaczyli, że trasa wąska, a i zawodników dużo. Tym razem trasa była mega szeroka, ale zawodnicy po prostu oszukują. Sędziów nie ma, no to wio. Bo nie było - mnie jeden raz wyprzedził. Trochę mało jak widać. Ciekawe, czy na biegu też w krzakach zawracają, żeby było krócej :(

Na biegu niestety odczuwałem zmęczenie z roweru. Czas bez szału, ale jeszcze nigdy tak nie dałem czadu na rowerze, więc nie ma co się dziwić.

Podsumowując: Pływanie spoko, rower super, ale szkoda, że trasa zbyt długa (>47km), bo nie przełożyło się to na czas, bieganie słabo. Muszę potrenować więcej zakładek. Po raz drugi zapamiętam Nieporęt jako wyścig drafterów.

Jak zwykle wielkie dzięki za super doping dla mojej żony Kasi i dzieci, a także dla wszędobylskiej Karoli i całej ekipy Polonii. Do boju. Do zobaczenia na biegu Powstania!"

Oskar

 

Wyniki AKS Polonia Warszawa, Volvo Triathlon Series Nieporęt 10.07.2016:

Dystans 1/2 IM:

Lp

Msc

Nr

Nazwisko i Imię

Kat

Mcs Kat

Pływanie

Msc Pływ.

T1

Rower

Msc Rower

T2

Bieg

Msc Bieg

Wynik

#1

6

143

Lew-Mirski Janusz

M3

2
puchar

1

3

-

04:38:47

#2

37

138

Rachwalik Tomasz

M3

11

00:37:07

48

00:03:18

02:41:59

37

00:01:21

01:48:00

47

05:11:45

#3

61

177

Panufnik Tomasz

M2

31

00:40:31

78

00:02:30

02:40:21

30

00:01:22

02:02:26

95

05:27:09

 

Dystans 1/4 IM:

Lp

Msc

Nr

Nazwisko i Imię

Kat

Msc Kat

Pływanie

Msc Pływ.

T1

Rower

Msc Rower

T2

Bieg

Msc Bieg

Wynik

#1

17

653

Woźniak Jan

M2

10

00:15:27

12

00:02:03

01:19:04

78

00:01:03

00:43:53

15

02:21:30

#2

30

616

Szatkowski Marcin

M2

20

00:16:04

20

00:02:34

01:18:01

66

00:00:56

00:46:48

48

02:24:22

#3

40

225

Kapala Oskar

M2

26

00:14:34

6

00:02:17

01:21:10

117

00:01:21

00:46:56

50

02:26:18

 

Krótkie filmiki z zawodów:

  • Lew - wyjście z wody [>>]
  • Lew - T1 [>>]
  • Lew - po T1 [>>]
  • Tomek - wyjście z wody [>>]
  • Torped - wyjście z wody [>>]
  • Torped - po T1 [>>]
  • Lew- rower [>>]
  • Oskar - rower [>>]
  • Marcin, Janek - rower [>>]
  • Lew- bieg [>>]
  • Janek, Marcin - bieg [>>]
  • Oskar - bieg [>>]
  • Tomek - bieg [>>]
  • Torped - bieg [>>]
  • Lew - meta [>>]
  • Torped - meta [>>]
  • Lew - podium [>>]

 

Zapraszamy też na nasz kanał na Youtube, gdzie jest mnóstwo fajnych materiałów z zawodów AKS: [>>]

 

Źródło: własne, fot. i film. AMI

Share
Free Joomla Template created by College Jacke