UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na dalsze działanie strony w obecnej konfiguracji.

Rozumiem
Read and compare professional hosting reviews and choose the best hosting company for your business.

Volvo Triathlon Series Brodnica '2016 (foto + filmy)

Utworzono: 24 czerwiec 2016
AMI

P1380908bTegoroczny Triathlon w Brodnicy znów obfitował w sukcesy zawodników AKS Polonia Warszawa. Na pudle - już zwyczajowo - wylądował Lew, zajmując na dystansie 1/2 IM 3. miejsce w swojej kategorii (i 7. w całej stawce!), świetny wynik "wykręcił" też Darek. Dzień wcześniej (na dystansie 1/4 IM) wyśmienitym rezultatem pochwalił się Oskar - nasz nowy "nabytek" - oraz Jola! Wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni, włącznie z kibicami! Oby tak dalej! W dalszej części newsa relacje triathlonistów, zdjęcia i filmiki - polecamy :)

 

"Strach przed „połówką" przełamany

W końcu pierwszy start po luźniejszym tygodniu. W Brodnicy miałem się zmierzyć ze średnim dystansem, czyli popularną, w różnych środowiskach czy momentach, różnie pojmowaną „połówką". Nie czułem się źle, choć jak zwykle dokuczały mi różne bóle. Do tego przedstartowe żywienie było dalekie od ideału. O ile na piątek do pracy i na drogę miałem przygotowany wypas, to sobota zdecydowanie odbiegała od standardów.

Znaczną część tego dnia spędziliśmy z Karolą na dopingowaniu naszych – Joli i Oskara na dystansie 1/4 ajrona oraz przy okazji wielu innym uczestnikom wyścigu, a że pokój hotelowy nie posiadał kuchenki, musiałem improwizować z posiłkami. Śniadanie spożyłem obfite, potem już liczyłem na coś w okolicach zawodów. Tam jednak jedyne dwa „lokale" oferowały tylko plażowe menu – zapieksy, lody czy browar. Do tego mój żołądek słabo znosi kupne jedzenie, zwłaszcza tego typu, więc sobie odpuściłem dalsze zagłębianie się w „kartę dań". Zresztą czasu na zajmowanie się własną osoba nie było, gdyż na trasie trwała zażarta walka o miejsca, życiówki i przełamywanie własnych słabości. Mój głód lekko został zaspokojony kanapkami od mojego menadżera i oskarowej Kasi.

Patrzyłem tak sobie na zmęczone i w większości zadowolone twarze zawodników i się zastanawiałem, jak ja sobie jutro z tym wszystkim poradzę. Kończąc moje pierwsze dwa wyścigi tego sezonu na dystansach o połowę krótszych nie wyobrażałem sobie, abym był w stanie pokonać 1/2 i to w miarę rozsądnym czasie. Trenerunio jednak powiedział, że ogień będzie, to znaczy że będzie.

Niezwłocznie po zakończonym starcie Polonistów wykonałem rundkę pływania, a po nim skonsumowałem dużo pierogów z owocami i nie tylko - gorąco polecam pierogarnię (i nie tylko) „Niebiański Smak". Co prawda miałem chrapkę na makaron, ale z braku znajomości miasta i ograniczonej chęci łażenia postawiłem na pierogi, odkryte tego dnia przez moich Rodziców. Jeszcze krótki rower z Darkiem po części trasy i wieczorny odpoczynek.

Od rana rutyna – najpierw przebudzenie Cyborga, godzinę przede mną, następnie moja pobudka, śniadanie, inne takie, kąpiel, krótki leżing. Żołądek jednak dawał znać, że wczorajsze żywienie trudno się trawi. Ale na dogrywki było za późno. Potem już chwila-moment, jak pozowałem do kolejnych zdjęć przed startem.

Następnie start i jazda dwie pętle w Jeziorze Niskie Brodno. Niby byłem w czołówce, ale co jakiś czas latał mi z lewa do prawa i nie wiadomo gdzie jeszcze jakiś zagubiony pływak. Zaliczył chyba wszystkie trzciny wokół, ale kursu utrzymać nie potrafił, a i tak mimo to zakończył ten etap jako pierwszy. Dla niego był to jedyny odcinek zawodów, gdyż był członkiem sztafety.



Na rower wsiadłem drugi ze stawki, ale pierwszy indywidualnie. Niebawem miałem jednak swoje pięć minut – bo gdy dogoniłem i przegoniłem sztafetowca na dwóch kółkach, zostałem liderem wyścigu. Panowałem !!! Przede mną był tylko wóz organizatora. Marzyłem o takiej sytuacji. Ten stan trwał nieco ponad połowę mocno nie łatwiej trasy kolarskiej, którą w efekcie zakończyłem, z obolałymi i piekącymi nogami, na trzeciej pozycji.

Pozostało „jedynie" 21,1 km biegu, i to w połowie z podbiegiem. Cztery pętle, do połowy każdej z nich podbieg, większy lub mniejszy. Niby w kierunku mety łatwiej, ale to co zabrała pierwsza część, było bezzwrotne. Na dzień dobry podbieg i mięśnie od razu spinają się niemiłosiernie. Potem już tylko nogi robią ołowiane i można zmierzać do mety. Oczywiście po drodze stały biegowy widok – wyprzedzanie mnie przez rywali, jak furę z węglem. Co prawda jest postęp (jednego, tego drugiego po rowerze, udało mi się nawet wyprzedzić), ale nadal są na tym etapie ogromne rezerwy. A i Jolka, chcąc mi podać wodę, mało nie spowodowała karambolu. Poświęcenie najwyższej rangi!



Na trasie całych zawodów miałem wsparcie od Karoli, Rodziców, Jolki, Kasi, Oskara, znajomych Rodziców i nieznanych mi ludzi. Była moc. Dziękuję Wam za to.

Karola oczywiście była wszędzie więc i czekała też tuż za linią mety. Uściskaliśmy się i poużalaliśmy się nade mną. Odebrałem gratulacje od Rodziców i reszty naszych kibiców. Było super, no i ta połówka nie taka straszna.

Do zobaczenia w Nieporęcie."

Lew

 

"Dzień wcześniej przed zawodami w Brodnicy biegłem 10 K w Biegu Ursynowa. Ten bieg wraz z połówką w Brodnicy miały być mocnym akcentem na koniec całego okresu przygotowań do Roth. Gdy zapisywałem się na te zawody, robiłem to z takim zamierzeniem, by w przeciwieństwie do ubiegłego roku mieć cały miesiąc taperingu bez męczących startów przed zawodami. Teraz od kilku dni, poza jednym wyjściem na basen, nic nie robię, żadnego treningu. Wczoraj oglądałem przy piwie mecz Polaków z Niemcami, dziś zamierzam pójść na piwo z Mastersami. W weekend może się uda trochę pobiegać, a jeżeli nie, to spokojnie poczekam do wtorku, żeby znów się zacząć ruszać. W Brodnicy chciałem zrobić dobre, mocne zawody, z nadzieją na lepszy czas w wodzie oraz mocne rower i bieg.

Pierwsze okrążenie w wodzie poszło mi nawet przyzwoicie. Niestety, tuż po nawrocie poczułem, jak z głowy zsuwa mi się czepek. Po chwili okularki zaczęły nabierać wody, a ja zacząłem czuć się coraz bardziej niekomfortowo. W końcu straciłem zupełnie widoczność i musiałem się odwrócić na plecy, by w miarę możliwości wszystko ponaciągać. Musiałem to powtórzyć jeszcze dwa razy. Nie mogłem się doczekać brzegu, by w końcu zrzucić to wszystko z głowy i odetchnąć. Myślałem, że czas będzie totalnie tragiczny, a okazało się, że wyszedł na "moim" poziomie.

Na rowerze nie czułem się dobrze, a przede mną była praktycznie cała, chociaż kameralna stawka. Najpierw pierwszy podjazd, który przetarliśmy z Lwem dzień wcześniej i wtedy nie wydawał się zbyt wymagający, a później wcale nie było łatwiej. Powoli dochodziłem kolejne osoby i przed pierwszym nawrotem minąłem się z Lwem, po którym było widać, że trasa bardzo mu odpowiada. :) Było ciężko, a ja nie miałem ochoty na palenie nóg. W perspektywie były cztery długie, mocne podbiegi w słońcu i to odbierało mi ochotę by cisnąć, pomimo oszałamiającego dopingu wspaniałych kibiców Polonii :) Dzięki!

Zaczynałem biec w obawie, że spalę się w słońcu, dorwie mnie odwodnienie i skończy się harówką przez cztery okrążenia, byle dobrnąć do mety. Ale nie było tak źle; po pierwszym podbiegu stopniowo odzyskiwałem władzę w nogach, ból w kręgosłupie puścił i poczułem, że mam rozsądne tempo. Znów zacząłem odzyskiwać kolejne pozycje. Po drodze mijałem się z Lwem, który był tyle przede mną, że zastanawiałem się, czy moje rachunki co do ilości zaliczonych kółek są prawidłowe. Nie mniej jednak widziałem, że Lew biegnie na pudło, co za każdym razem potwierdzał głośnymi i wymownymi "zachwytami" nad urokami trasy ;)

Dzięki Karola, Jola i Lwie, super było zrobić te zawody razem! Dzięki Wszystkim za doping. Dzięki temu mogłem grymas zmęczenia zamieniać w uśmiech! :)"

Darek

 

"W tym roku rozpocząłem sezon startowy dopiero od Brodnicy. Z wcześniej zaplanowanego pierwszego startu w Piasecznie wyeliminowało mnie zapalenie zatok i ucha. W całym sezonie skupiam się wyłącznie na startach na dystansie 1/4 IM i poprawianiu wyników. Marzy mi się złamanie 2:15 na szybkiej trasie w Nieporęcie. Ale zobaczymy. Póki co, wróćmy do Brodnicy, mojego pierwszego oficjalnego startu jako reprezentant AKS Polonia :)

Najpierw zaznaczę, że zupełnie nie wiedziałem czego się spodziewać i start ten był mnie zagadką. Nowe buty do biegania i nowa technika biegu. Prawie nowy rower i nowe buty z wpięciami typu look. Nowy kask z szybka na magnesy. Uff... Bylem pełen obaw logistycznych.

Rozpocząłem dosyć mocno pływaniem i wyszedłem piąty z wody. Zmęczenie było na akceptowalnym poziomie, więc żwawo popędziłem do strefy zmian. Poszło sprawnie.

Wsiadanie na rower z butami na gumeczkach wykonywałem po raz pierwszy w życiu i obyło się bez wypadku. Ale to był koniec dobrej passy... Znałem prognozy i wiedziałem, że będzie wiało. Ale wiatr w pysk pod górę od samego początku jednak mnie zaskoczył. Pierwszy pięciokilometrowy podjazd jechałem z prędkością 18-19 km/h i ryczałem z bólu. Przez chwile powtarzałem sobie, że >cóż będzie ciężko, ale przecież wszyscy mają takie same warunki<. Jednak już niedługo zaczęli mnie wyprzedzać szybsi kolarze. Nie wiem, jak oni to robili, ale sobie po prostu spokojnie jechali do przodu. Ja pełzałem... Połączenie mocnego pływania i słabego roweru ma jeszcze jeden wymiar - psychologiczny -  ciągle cię ktoś wyprzedza, co jest bardzo frustrujące... Ostatecznie dojechałem poza pierwszą 30-tką, umordowany jak mops.

Na bieg wyszedłem całkiem szybko, pomimo konieczności wiązania butów. Moje poprzednie miały takie fajne elastyczne sznurowadła, ale w tych nie bardzo da się je zamontować. Trasa biegowa znowu zaczynała się od podbiegu, co było męczące, ale po nawrotce nabrałem siły i pognałem w dół. Druga pętla była spoko i przyspieszałem. Miałem bardzo mocny i długi finisz co skłania mnie do myślenia, że mogłem pewnie trochę mocniej pobiec cały dystans.

Podsumowując: pływanie poszło dobrze, rower znowu słabo, bieganie ok, ale mogłem dać z siebie więcej. Ogólnie jestem zadowolony, ale czuje pewien niedosyt i irracjonalną złość na ten głupi wiatr, który tak mi dał w kość :)

Na koniec jeszcze dodam, że na zawodach była w pełni profesjonalna obsługa dopingowa w postaci mojej żony Kasi, która gardło zdarła sobie na wrzaskach. Bardzo to pomaga, zwłaszcza gdy trasa jest tak trudna. Szkoda tylko, że dopinguje także moich rywali ;) Na trasie zostałem w ramach motywowania do lepszego wyniku parę razy zwymyślany przez kolegę kryjącego się pod inicjałami JL-M. To także bardzo pomaga, bo chce się szybciej skończyć, żeby spokojnie się zrewanżować. Nieoceniona jak zawsze też foto-pres-media-doping-wrzask-all-in-one Karola zrobiła mi serię kompromitujących zdjęć na wyjściu z wody. Za co także bardzo dziękuję. Dobra robota Polonia!"

Oskar

 

"Brodnica była drugim startem w tym sezonie na dystansie 1/4 IM. Cały czas walczę z pokonaniem swojej pięty achillesowej, którą jest pływanie.

Trasy rowerowa i biegowa nie należały do łatwych ze względu na ich bardzo interwałowy charakter. Napracowałam się mocno na podjazdach na rowerze i w związku z tym chwile potrwało, zanim nogi odpoczęły i znalazłam właściwy rytm i tempo biegu.

Na mecie okazało się jednak, że poprawiłam życiówke o 3 minuty. Teraz urlop na Mazurach, a jego ważnym elementem będzie pływanie w wodzie otwartej, no i reset przed drugą częścią sezonu."

Jola

 

Wyniki AKS Polonia Warszawa, Volvo Triathlon Series Brodnica 11-12.06.2016:

Dystans 1/2 IM:

Lp Msc Nazwisko i Imię Kat Msc Kat Pływanie Msc Pływ T1 Rower Msc Rower T2 Bieg Msc Bieg Wynik
1 7 Lew-Mirski Janusz M3 3 puchar 00:26:53 1 00:01:27 02:30:09 8 00:01:00 01:36:21 19 04:35:50
2 33 Tyszka Dariusz M3 10 00:43:57 77 00:02:26 02:41:47 22 00:02:04 01:39:11 26 05:09:26

 

Dystans 1/4 IM:

Lp Msc Nazwisko i Imię Kat Msc Kat Pływanie Msc Pływ T1 Rower Msc Rower T2 Bieg Msc Bieg Wynik
1 28 Kapala Oskar M2 15 00:14:16 5 00:01:32 01:22:26 55 00:00:56 00:44:57 31 02:24:07
2 227 Miłko Jolanta K2 17 00:27:27 237 00:02:07 01:42:54 216 00:01:21 00:59:06 189 03:12:55

 

Źródło: własne, Enduhub.com, film. Jola, fot. AMI, BikeLife.pl

Share
Free Joomla Template created by College Jacke