UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na dalsze działanie strony w obecnej konfiguracji.

Rozumiem
Read and compare professional hosting reviews and choose the best hosting company for your business.

Herbalife Ironman 70.3 Gdynia 2015 (FOTO)

Utworzono: 24 marzec 2016
AMI

WP 20150811 06 59 55 ProaaaW 2015 roku odbyły się pierwsze zawody pod marką Ironman w Polsce - szczęśliwym miastem została wybrana Gdynia, gdzie w dniach 8 i 9 sierpnia zawodnicy ścigali się na dystansie Ironman 70.3 oraz Sprint. AKS Polonia Warszawa wystawiła bardzo silną i liczną reprezentację. "Połówkę" Ironmana z powodzeniem i doskonałymi wynikami ukończyli: Lew, Janek, Torped, Mariusz, Darek, Wiechu i BIG; w Sprincie godnie zaprezentowała się Jola. Wszystkim gratulujemy pięknych osiągnięć, medali i radości, którą ofiarowali nie tylko sobie, ale też licznie przybyłej i głośno dopingującej na trasie grupie zawsze wiernych fanów Warszawskiej Polonii (nie tylko tej amatorskiej :) ).

 

Janek:

"Czas na rekord!
Założenie: złamać 4:45, treningi były solidne i wynik powinien być niezły. Pogoda jak na zamówienie, letko odpuściła, sinice jak na zamówienie się rozstąpiły, ciekawe co Herbalife wlało do zatoki :)

Do biegu, gotowi, start!:

Na dzień dobry koszmar niezłego pływaka,  przed połową dystansu dopłynąłem do ogonów poprzedniej kategorii wiekowej; z przyjemnego chlipania równym tempem zaczęło się kluczenie, ze wzmożona nawigacją, jeden kop w ryj od napalonego żabkarza, czas 29:06, a myślałem, że powyżej 30 będzie.

Rower: pierwszy raz na czasówce, miało być poniżej 2:30, było 2:32, nieduża obsuwka, ale tu jest cały czas sporo do urwania.

Bieg: pierwszy kilometr piknie, i na drugim KOLKA, która trwała do 9 kilosa, na 5 kilometrze trzeba było opróżnić pęcherz, kilka myśli o zejściu z trasy, bo ból aż mnie wyginał, potem założenie, że najwyżej sobie dojdę na metę, wreszcie odpuszczenie kolki i wyraźne przyspieszenie, 1:37 - chyba całkiem solidnie.

Pozdrowienia dla kibiców"

 

Darek:

"Race No 1703

Nazajutrz po zawodach w Gdyni dostałem maila z takim właśnie tytułem. Przypominało mi to, o czym starałem się pamiętać w trakcie zawodów, że to nie one są przewidziane jako zwieńczenie sezonu 2015. W niedziele jednak, dopóki pogoda sprzyjała, trudno było mi się hamować. Znacznie łatwiej mogłem się opamiętać dopiero na biegu, gdy wyszło słońce, i gdy po raz pierwszy zaliczałem podbieg na Świętojańskiej.  

Trudno jest mieć nastawienie stricte treningowe w sytuacji, gdy chodzi o pierwsze w Polsce i pierwsze moje zawody spod znaku IM. Na jesieni byłem jednym z tych, którzy spowodowali pad serwerów serwisu rejestracyjnego, a teraz miałem się pilnować, żeby nie przeholować, hmm.... Z jednej strony "fame" marki swoje robi. Z drugiej, mocna ekipa, której częścią czuję się coraz bardziej. Z trzeciej - zapalczywi tri-znajomi, dla których kilka sekund za okrągłym wskazaniem zegara lub powyżej "życiówki" to powód do po-startowej traumy, którą jakże chętnie się dzielą. I na koniec chęć połechtania swojego własnego ego. No i Maciek Żywek, który - gdy usłyszał o moich planach - powiedział: jeżeli za dwa tygodnie pełny, to tylko treningowo. Cóż, po tylu różnych startach wiem jedno: jak ma być, tak będzie.

W tym miejscu miała nastąpić długa, wielowątkowa retrospekcja, mająca na celu wprowadzenie czytelnika w bondowski, nasycony dramatyzmem i pełen nagłych zwrotów akcji klimat poniższej relacji, którego nie powstydziłby się nawet sam Fleming, ale Karola poprosiła o powściągliwość...
;)

Było więc pływanie, po pływaniu był rower, a potem...

Wszystko zależy od "dnia". Są dni, gdy woda ma mniejszą gęstość od powietrza, noga podaje, a stopy same niosą.  A ten dzień nie był dla mnie dniem na bieganie. Zrobiło się zbyt gorąco. Do tego prawie kilometrowy podbieg Świętojańską w pełnym słońcu znacznie utrudnił zadanie. Mogłem starać się utrzymać tempo i walczyć o nową "życiówkę", ale jednocześnie narażać się na nadmierne zakwaszenie, które znacznie wydłużyłoby "recovery", lub odpuścić. I wybrałem luz, tym bardziej, że nie wszystko zagrało jak należy.

W takich warunkach, nawet przy dość komfortowym tempie nie biegło mi się najlepiej. Już na samym początku popełniłem błąd na pierwszym punkcie odżywiania. Zjadłem żel, ale przegapiłem wodę. Wolontariusze, którzy tam stali, trzymali w rękach tylko kubki z izotonikiem, na który nie miałem ochoty. Niestety, zamiast się zatrzymać i wziąć coś do picia, ja pobiegłem dalej. Nie popita gęsta masa skutecznie "wyciągnęła" ze mnie wodę. Zanim dobiegłem do następnego punktu czułem się już odwodniony.

Trasa w dużej części biegła nadmorskim deptakiem, a ja powoli mijałem kolejne osoby. Wkrótce odczuwało się już nie tylko własne zmęczenie, ale też innych biegnących wokół. W trakcie drugiej pętli, na wąskiej ścieżce, która biegła kawałek pod górę i po chwili zawijała w dół, wyskoczyły przede mnie szerokie plecy "nie najlżejszego" dryblasa. Chyba jego męskie ego nie pozwalało mu biec za kobietą, więc wolał się z nią zrównać, a nie będąc w stanie przyspieszyć, skutecznie uniemożliwił wyprzedzanie. Wiem do jakiego stopnia każda przeszkoda, która wybija z rytmu, może irytować w trakcie biegu, szczególnie przy dużym zmęczeniu. Dlatego postanowiłem nie prosić o "przejście z lewej", ale prześlizgnąć się pomiędzy. Poczekałem chwilę na lukę i przeskoczyłem.
- Nie wyprzedzaj środkiem! - słyszę za sobą.
- To zrób miejsce z lewej - odpowiedziałem, nawet się nie oglądając.
- Ku*wa, wiadomo... "Warszawa"...

Cóż, ten sport najwyraźniej też czeka to co stało się z biegami - postępująca pauperyzacja. ;)

Na trasie byłem kilkukrotnie pozdrowiony jako "Polonista", nie tylko przez świetną ekipę AKS-u, która swoim gorącym dopingiem wyrywała mnie z biegowego letargu. Ponadto podczas etapu kolarskiego zebrałem też pozdrowienia dla Lwa, nie potrafię teraz wskazać od kogo, ale przekazuję... :)"

 

Lew:

"Gdynię ubóstwiam, więc start w Herbalife IRONMAN 70.3 Gdynia był obowiązkiem, ale również dużym wyzwaniem, gdyż wyścig odbywał się trzy tygodnie po moim starcie w IRONMAN Switzerland. Mocno odczuwałem skutki zmagań w Zurychu, więc nad morze udałem się z pewną dozą niepewności i przedstartowych obaw. Nie wykluczałem jednak walki o życiówkę.

Sobotnia przebieżka i sprawdzanie roweru potwierdziły, że jutro więcej będzie zależeć od głowy niż od mięśni.

Niedzielne oczekiwanie na start, okraszone przelotem LOTowskiej maszyny z logiem zawodów na ogonie, wprawiało w bojowy nastrój. W końcu strzał z armaty i jazda do Bałtyku.

Od samego początku miałem problem z nawigacją. Nie widziałem bojek, a od czasu do czasu zauważałem żaglowiec, który mieliśmy opłynąć... ale nie opłynęliśmy, z nieznanego mi powodu. Fizycznie czułem się nieswojo. Nawigacja nie działała, ale co tam, ważne że jestem w Gdyni, to dla niej tu przyjechałem, a przede wszystkim dla Żony – ma przywilej do wyboru jednego mojego startu w sezonie :) Wybrała Gdynię, nie oponowałem.

Pływanie zakończyłem gdzieś z boku, daleko od mety, więc straciłem chwilunię brodząc bezsilnie w wodzie. Dobieg do strefy zmian, obstawiony głośnymi i kolorowymi kibicami, dodawał energii. Odnosiłem wrażenie, że inni otrzymali jej więcej, bo mijali mnie z lekkością baletnicy.

Dorwałem w końcu swój bicykl i ruszyłem w trasę. Jejciu, ależ to bolało. Sztywne nogi. Piekące i obolałe mięśnie nie pozwalały się skupić na jeździe. Do tego czasem przywiał wiatr, ale dałem radę i tak naprawdę spodziewałem się większych trudności. Bolało, bo boleć musiało, ale przewidywałem większy Armagedon.

Zostało tylko bieganko. Początkowo było nieźle, potem nogi robiły się coraz cięższe. Już nawet zgiąć ich nie mogłem. W cieniu, na Bulwarze, na swojej stałem miejscówce tradycyjnie wspierała nas silna, polonijna ekipa, dalej Rodzice i głosy znajomych, których nie zawsze byłem w stanie dostrzec.  Nie wiem gdzie był Cyborg, bo był wszędzie. Karola z Bzykiem robili za media, kibiców, wsparcie techniczno-mentalne. Totalny odjazd...

Ulica Świętojańska to magiczne miejsce, zarówno w dni wolne od zawodów, jak i w ich trakcie. To na niej niezliczone masy ludzi dawały zawodnikom magiczną moc, aby swobodnie mogli ukończyć ten wyścig. Nie inaczej było ze mną, gdzie doping uniósł mnie lekko nad ziemię (może to halucynacje jakieś od zmęczenia, bo trzeźwy byłem na pewno), a mniejsze tarcie ułatwiło przemieszczanie się. Okrzyki znajomych i nieznajomych dopingujących Polonię to chwile, które trudno zapomnieć. Nie inaczej było na Skwerze Kościuszki, czy wielu innych miejscach, ale ta Świętojańska...

Dobrze, że nie miałem przy sobie funduszy, gdyż na Nabrzeżu Beniowskiego budka z lemoniadą czy podobnymi, lodowatymi napojami nie dawała mi spokoju za każdym razem, gdy ją mijałem. Na pewno straciłbym przy niej masę czasu.

Po raz trzeci dotarłem lekkim podbiegiem do gorącej, kibicowskiej strefy przy Akademii Morskiej, za którą, za winklem pojawiła się meta. Na trybunach Rodzinka, za metą Karola. Medal, piwo bezalkoholowe i relaks w oczekiwaniu na resztę naszych. Dotarli wszyscy, za co należą i się szczere gratulacje i podziw. Brawo !!!

Tradycyjnie nie zawiedli ci, którzy z nami przemierzają, często tysiące kilometrów i wspierają nas w naszych zmaganiach, nie szczędząc przy tym ograniczonych pokładów energii i porównywalnego do naszego wysiłku. Wasze zdrowie !!!"

 

Wyniki AKS Polonia Warszawa:

Ironman 70.3:

Lp

Msc Open

Nazwisko i Imię

Msc Kat

Kat

Pływ

Msc Pływ

T1

Msc T1

Rower

Msc Rower

T2

Msc T2

Bieg

Msc Bieg

Wynik

1

86

Lew-Mirski Janusz

16

M40

00:28:02

28

00:05:03

38

02:25:45

94

00:02:51

49

01:40:27

237

04:42:07

2

124

Woźniak Jan

28

M35

00:29:07

50

00:05:02

62

02:32:34

297

00:02:47

145

01:37:33

151

04:47:03

3

437

Tyszka Dariusz

91

M40

00:46:25

1543

00:05:18

1412

02:34:16

362

00:03:24

704

01:41:43

274

05:11:05

4

643

Panufnik Tomasz

133

M30

00:37:02

544

00:05:16

504

02:38:53

572

00:02:31

499

01:58:08

902

05:21:50

5

1389

Tusiński Łukasz

280

M30

00:40:35

999

00:06:17

979

02:48:26

1047

00:04:32

1058

02:21:09

1567

06:00:59

6

1565

Krupa Wiesław

434

M35

00:42:27

1207

00:09:54

1458

02:53:39

1258

00:06:24

1394

02:27:58

1650

06:20:21

7

1578

Starościak Mariusz

301

M40

01:08:30

1799

00:05:56

1802

03:06:12

1587

00:03:30

1743

01:58:29

918

06:22:37

 

Ironman Sprint:

Lp Msc Open Nazwisko i Imię Msc Kat Kat Pływ Msc Pływ T1 Msc T1 Rower Msc Rower T2 Msc T2 Bieg Msc Bieg Wynik
1 359 Miłko Jolanta 46 W35 00:25:21 690 00:06:45 693 00:45:38 625 00:03:51 685 00:32:51 628 01:54:26

 

Źródło: własne; fot. AMI, Bzyk

 

Share
Free Joomla Template created by College Jacke