UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na dalsze działanie strony w obecnej konfiguracji.

Rozumiem
Read and compare professional hosting reviews and choose the best hosting company for your business.

Tri-Sieraków: Na dobry początek z rekordem

Utworzono: 03 lipiec 2015
AMI

wPo żmudnych, jesienno-zimowo-wiosennych przygotowaniach, nastał czas na triathlonowy sprawdzian. Od razu połóweczka. Trener zarządził lekkie odpuszczenie więc wypadało wystartować na poziomie zadowalającym. Jak zwykle nogi bolały, więc jakby coś nie poszło, to usprawiedliwienie się znajdzie.

 

Po dotarciu do Sierakowa mój wygłodniały AjronTeam (kobieta-cyborg – Żona i wsparcie mentalno-techniczne – Bzyk) oraz moja skromna osoba pierwsze kroki skierował do biura zawodów, po pakiet startowy.

Na miejscu spotkaliśmy Piotra, który oznajmił mi, że jutro, jakby to nie brzmiało dwuznacznie, robi ćwiarteczkę, a w niedzielę połówkę – „wariat" sobie pomyślałem i udałem się do hotelu, po czym na krótką przebieżkę.

Po zameldowaniu się spędziliśmy miło czas na kolacji z przyjaciółmi z Gdyni, których czekał dnia następnego start na dystansie 1/4 ajrona, zatem plan na sobotę był jasny – dopingujemy !!!

Późną nocą dotarły Torpedy, byliśmy zatem w komplecie. W sobotni wieczór złapaliśmy Motyla i poznaliśmy nowego członka AKSu – Darka.

Przedśniadaniowy sobotni poranek spędziłem w mocno pofalowanym jeziorze na krótkim rozpływaniu, obserwując przy tym wodne zmagania ćwiartkowców – tych którzy nie radzili sobie z trudnymi tego dnia warunkami zgrabnie wyławiali ratownicy.

Nawet nie wiem, kiedy i jak znaleźliśmy się na trasie zawodów, wyłuskując z tłumu zawodników „naszych" ludzi. O ile na trasie rowerowej było to niezwykle trudne, to na biegu całą swą energię oddaliśmy startującym. Piotrka, kurczę, nie widziałem.

I ni stąd ni zowąd nastał przedstartowy stres. Wyłączyłem się, zanotowano brak kontaktu ze mną oraz chamskie odburkiwanie na zaczepki...

Jeszcze tylko trochę kręcenia na rowerze, odstawienie dwukołowca do strefy zmian, kolacja i kimono.

Standardowy, startowy poranek to jedna bułka z serem, druga z miodem, czekoladą oraz dżemem, szybka praca nad wagą startową i w drogę do miejsca zawodów. Tym razem wybrałem podróż wpław, dokonując przy okazji niezbędnej rozgrzewki.

Oczekiwanie na start to nieskończenie wolno mijające minuty i w końcu strzał. Wybrałem dobre miejsce, bez żadnego obijania się o rywali, byłem sam z wodą. Przed nawrotką natknąłem się na paru graczy płynących kilka metrów na lewo ode mnie. Jednemu brysiowi złapałem się w nogi, aby do końca już doholował mnie do brzegu. Był jednak za wolny, więc go czym prędzej pykłem. Jak się potem okazało, to on postanowił skorzystać z mojego tempa. W pewnym momencie zrobiło się tłoczno, gdyż dogoniłem startujące wcześniej inne kategorie wiekowe. Poradziłem sobie jednak z tymi niedogodnościami i w niezłej dyspozycji desantowałem się na ląd – pierwszy w swej kategorii.

Jeszcze tylko czekał stromy (pierwszy raz tego dnia) podbieg, kilkadziesiąt metrów truchtu do strefy zmian, by za chwilę już siedzieć na rowerze. Po bolących nogach nie było śladu, więc swobodnie mogłem wdrożyć w życie plan na najbliższe cztery rowerowe rundy – jedziemy na maksa, bez oszczędzania się – co będzie na bieganiu, to się okaże, najwyżej nie ukończę.

Trasa rowerowa była praktycznie (o ile mnie pamięć nie myli) bez dłuższych wypłaszczeń. W większości to podjazdy i zjazdy. Pagórkowato, ale szybko.

Po niecałych dwu i pół godzinach dotarłem do strefy zmian i w trybie jak na mnie ekspresowym wydostałem się na trasę biegową, a tam zaskoczenie – z góry na dół po korzeniach i piasku. Do tego cztery strome podbiegi. Wcześniej nie zbadałem tej części wyścigu.

O dziwo, o ile na zbiegach coponiektórzy mnie wyprzedzali, to na podbiegach współrywalizujących odstawiałem na dobre. Cieszyłem się, gdy różne kozaki przechodziły w marsz, a ja, co prawda na bezdechu ze szczękościskiem, wciągałem ich z satysfakcją jak świeży boczek, a biegaczem jestem przecież raczej marnym.

W trakcie całego wyścigu towarzyszył mi gorący doping rodziców i przyjaciół. Na ciężkim, legendarnym już czterokrotnym podbiegu dodawali mi sił swoim pomysłowym i niewybrednym dopingiem Bzyczek i Marcin.

W końcu przede mną pojawiła się upragniona meta, a za nią niezawodna Karola, która, co na zawodach jest wyjątkiem, wręczyła mi medal!

Do domu wróciłem z nowym rekordem życiowym. Czołowym miejscem w kategorii wiekowej i niezłym w open.

Teraz znowu ciężki trening, sprawdzian na ćwiartce w Brodnicy i pierwszy główny start – IRONMAN Switzerland.

Dzięki wszystkim za pomoc, doping i że po prostu byliście.

Lew

Wyniki AKS Polonia Warszawa - JBL Triathlon Sieraków 31 maja 2015:

M-AKS

M Open

Imię i Nazwisko

Kat

M-Kat

Start

Pływanie

M-Pływ

Rower

M-Rower

Bieg

M-Bieg

T1

T2

Wynik

#1

43

Lew-Mirski Janusz

M40

8

00:19:56

00:27:29

12

02:21:03

42

01:39:56

118

00:04:41

00:02:20

04:35:29

#2

244

Motel Paweł

M35

61

00:00:00

00:41:25

449

02:36:13

222

01:48:11

258

00:04:38

00:02:24

05:12:51

#3

370

Tyszka Dariusz

M40

71

00:19:56

00:48:14

605

02:39:51

279

01:48:30

266

00:06:09

00:06:09

05:28:53

#4

374

Panufnik Tomasz

M30

72

00:09:59

00:37:50

300

02:45:35

387

01:57:49

413

00:05:30

00:02:31

05:29:15

 

Źródło: własne, fot. AMI, Bzyk, Trokpol

Share
Free Joomla Template created by College Jacke