UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi. Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na dalsze działanie strony w obecnej konfiguracji.

Rozumiem
Read and compare professional hosting reviews and choose the best hosting company for your business.

Volvo Triathlon Series - Nieporęt 13.VII.2014 (+foto)

Utworzono: 17 lipiec 2014
AMI

Do Ryni koło Nieporętu pojechało aż ośmiu triathlonistów AKS Polonia Warszawa: debiutantka Monika (1/8 IM) oraz Lew, Torped, BIG, Marcin, dwóch Tomków i Motylek oraz przyjaciel AKS - Oskar (1/4 IM). Każdy z powodzeniem ukończył swój dystans, każdy zrobił życiówkę! Wielkie gratulacje dla całej bandy! I podziękowania dla kibiców, którzy dotarli aby wspierać naszych zawodników, szczególnie dla Polonii Warszawa MTB, która licznie stawiła się nad Zegrzem. I oczywiście dla Rodzin zawodników, dzielnie wspierających swoich bliskich!

Poniżej w skrótach wrażenia zawodników AKS (czekamy na "kilka słów" od Torpeda, BIG-a i Tomka R. - wkrótce dorzucimy je do newsa):

 

Lew:

Życiówka, ciekawe z czego ? To miał być tylko sprawdzian w trakcie przygotowań, bez odpuszczana przed. Na początku tygodnia nawet nie ukończyłem treningu biegowego, bo nie miałem na to siły :) No ale jakoś poszło…
 
Najciekawsze było pływanie (???). Z uwagi na płytka wodę przez pierwsze ok. 50 metrów (start był z brzegu) trzeba było ten odcinek pokonać biegiem, zanim pojawiła się możliwość płynięcia. Niestety, wszelkiego rodzaju morświny i inne istoty, które być może nawet nigdy nie pływały, odcinek na nogach pokonały zdecydowanie szybciej ode mnie i to nie raz. Część pływacka liczyła sobie dwie pętle, a więc trzeba było wbiec, wybiec, znowu wbiec i ponownie wybiec. Luz poczułem dopiero w pierwszej połowie drugiej pętli. Dotarłem i to nawet z niezłym wynikiem. Gdybać tylko mogę, który byłbym, gdyby młodzież przede mną nie mogła tak zwinnie i z gracją biegać po wodzie :)
 
Na rowerze było dziwnie. Nogi odczuwały trening, tętno nie chciało zejść. Trochę się asekurowałem, aby nie zajechać się przed biegiem. Piekące mięśnie też nie sprzyjały rekordom. Przykro się patrzyło, gdy kolejne zastępy rowerów mijały mnie i znikały w oddali :) Wyniku tej jazdy wolę nie pamiętać :) A przecież czekało mnie najgorsze – bieganie :)
 
Rozpocząłem z dużą dawką niepewności. Nieoczekiwanie biegło mi się bardzo dobrze, ale i tak z kilometra na kilometr oczekiwałem upiornego kryzysu. A tu nic… Nie dość, że mogłem przyspieszyć (przynajmniej tak mi się zdawało), to jeszcze niewielu mnie wyprzedzało. To było nienormalne i podejrzane. Nie przeszkadzało mi to zbytnio. Dotarłem na metę, z życiówka jak na całym dystansie 1/4 IM, choć przed startem marzyłem, aby ukończyć albo chociaż zbytnio nie cierpieć. Udało się i to z nawiązką.
 
Duży udział w tym wyścigu miała moja Żona – w środowisku znana jako cyborg vel serwis vel droid, która przygotowała mnie od strony strategiczno-technicznej :) Dzięki, że znosisz moje humory, zmęczenie i ciągłą nieobecność, a co ciekawsze potrafisz wesprzeć :) Ciekawe, ile jeszcze razy będę tak dziękował w tym sezonie :)

Wielkie podziękowania za gorące wsparcie w Nieporęcie Polonii MTB i innych Polonistów, rodzin oraz znajomych :) Do następnego :)

 

Paweł Motel:

Na start w Nieporęcie czekałem z lekkim niepokojem, trudno mi powiedzieć dlaczego. Po wskoczeniu do wody niepokój przekształcił się w całkiem spore przerażenie, kiedy ponad czterysta osób zaczęło się tratować w czasie omijania pierwszej i drugiej bojki. Kilka przyjętych kopniaków i utrata szkieł kontaktowych ostudziło moje kraulowe zapędy i przez połowę trasy pływackiej z godnością przemierzałem wody Zalewu Zegrzyńskiego odkrytą żabką. Czas na tym odcinku lepiej przemilczeć...

Na trasie rowerowej największą frajdą było kilkukrotne spotkanie z Bigiem, który ewidentnie miał dzień konia i w aerokasku na głowie połykał kolejnych konkurentów. Udało nam się przejechać z podobną średnią prędkością w okolicach 35km/h.

Część biegowa zapowiadała się bardzo ciężko, bo słoneczko solidnie już prażyło, ale ostatecznie udało mi się utrzymać tempo około 4:50/km i zbić końcowy wynik do 2:31, czyli najlepszy w dotychczasowych startach.

Jestem też zadowolony, bo moja dziewczyna Marta zaliczyła swój pierwszy start w 1/4 z bardzo dobrym wynikiem 2:47.

Na deser tego przyjemnego sportowego dnia zafundowaliśmy sobie w polonijnym gronie solidną pizzę w tajnej miejscówce w okolicach Zegrza, co było świetnym podsumowaniem dobrego startu! Dzięki wszystkim za świetną atmosferę!

 

Marcin Sz.:

W mega skrócie:

Planowałem ukończyć zawody w czasie 2h 40min 00 sek. Ukończyłem w 2h 30min 40sek – 13 minut szybciej od rekordu życiowego!

Pływanie: Mój rekord życiowy w akwenie wynosił 17 min. 15 sek. Po tych zawodach wynosi 15:46. Półtorej minuty szybciej - Szok!

Rower: Planowałem pojechać: 1 h 22 min., pojechałem: 1 h 22 min. 15 sek. Zgodnie z planem.

Bieg: Planowałem pobiec w 52 min., a pobiegłem 49 min. 19 sek.!! (dodam, że moja życiówka na 10km to 47 min. z 11.11.2013, więc generalnie ją pobiłem na zawodach Triathlonowych – MEGA SZOK!)

Inne: T1, T2, Atmosfera, Pogoda, Organizacja: super.

Podsumowując: Świetnie się startuje w zawodach, gdzie co chwilę mijasz się z kimś z AKSu, a na trasie ciągle ktoś krzyczy „Dawaj POLONIA!”. Podziękowania dla zawodników AKSu za rywalizację i dla obsługi technicznej ;) oraz kibiców na trasie za wsparcie podczas zawodów.

Jedyne do czego można się przyczepić, to te peletony - były mocno irytujące…

Generalnie pobiłem wszystkie możliwe rekordy życiowe (co prawda nie są zbytnio „wyśrubowane” ;) , więc jak tu się nie cieszyć?

W dwóch słowach? BYŁA MOC!!!

 

Tomek Nowik:

Zawody w Nieporęcie były moim pierwszym startem w tym sezonie. Będę je bardzo miło wspominał ze względu na poprawienie życiówki oraz uświadomienie, ile pracy jeszcze przede mną w kolejnych startach. Jestem bardzo zadowolony z pływania i zawiedziony swoją postawą na rowerze. Nie pozostaje mi nic innego niż jeszcze ciężej trenować. Do zobaczenia na trasie!

 

Oskar Kapala:

W Nieporęcie była moc. Poprawiłem życiówke o 13 minut. Pływanie, które jest moja najmocniejsza stroną, tym było razem bardzo ciężkie ze względu wyjście z wody w połowie. Bieganie w piance "po wodzie" jest bardzo męczące. Długo nie mogłem wyrównać oddechu. Na rowerze cieszyszłem się, że jadę w czołówce, bo tłum był niemiłosierny. Szkoda tylko, że tak dużo ludzi draftowało bez żenady i na wezwania sędziów wcale nie reagowało. Bieg był super, znowu była moc, doping, adrenalina, endorfiny, motywacja, bo Lew był tuż przede mną :) Potem już tylko ból i meta :)

 

Debiut - Monika Listkiewicz:

Zakwasy

Na wzięcie udziału w triathlonie zdecydowałam się w drugiej połowie maja. Jeszcze nie wiedziałam z czym to się wiąże ale najważniejsze, że zapał był. Zaraz potem wyjechałam na wakacje. Pierwszy raz tak aktywnie, codziennie bieganie, pływanie, wypożyczyłam nawet rower. Niestety tylko górski, nie miałam przecież pedałów:) Pierwszy raz na wakacjach codziennie miałam zakwasy i z nimi wróciłam.

Odczep się pan

na pierwszy trening pływania w piance pojechałam nad jeziorko Czerniakowskie 29 czerwca. Był ze mną Tomek Staśkiewicz z Fabryki Wytrzymałości ( ogromne podziękowania). Kiedy w końcu uporałam się z włożeniem pianki i wskoczyłam do jeziorka, przeżyłam pierwszy szok. Woda była zimna, przytkało mnie w klatce a jak zaczełam głupio machać rękami nie mogłam złapać oddechu. Później walczyłam z fobią, że nic nie widzę i na pewno coś zaraz wypłynie i mnie zje. Tomek z brzegu krzyknął niefortunnie moje imię co wykorzystał jakiś psychol w wodzie i cały czas mnie wołał: Monika tu jestem, Monia chodź!!, Monika jest jedna zasada- nie wychodz z wody! Monia płyń do mnie! Monika czekam! Monia no ile moge czekać na ciebie! Monika jeszcze kawałek! Byłam bardzo cierpliwa ale w końcu krzyknęłam: ODCZEP SIĘ PAN! No i się odczepił. Na koniec ćwicząc zdejmowanie pianki wybiegając z wody z powodu luźnego stroju ( na co uwagę od początku zwrócił Tomek) zdjęłam i piankę i strój co ponoć widział ratownik. Ja nie, bo zapomniałam zdjąć okularków z nosa:)

Myśli o rezygnacji

Nie mogłam się zdecydować- kupić rower czy wypożyczyć. W końcu zdecydowałam się na kupno. Zamówiłam śliczny rower szosowy damski. Kilka detali różni go od męskiego co dla kobiet jest dużym ułatwieniem. Stwierdziłam, że skoro ma mi to ułatwić życie to dlaczego nie. Czekając na niego jeździłam na swoim ukochanym góralu. Szlag mnie trafiał za każdym razem kiedy jakaś szosa mnie wyprzedzała ale pocieszałam się myśląc, że jeszcze trochę. Żeby uzyskać jakąkolwiek prędkość musiałam się nieźle napedałować. Trenowałam zgodnie z rozpiską jaką dał mi Tomek Staśkiewicz. Może nie zawsze po kolei, ale treningi dawały mi powera.  Rower miał przyjść na 11 dni przed zawodami. Okazało się, że przesyłka potrwa dłużej. Na 5 dni przed zawodami nie mając roweru stwierdziłam, że muszę zrezygnować. Na szczęście dostałam na jeden dzień rower zastępczy a w piątek 11 lipca w końcu dotarła moja szosa. Nie było prawdziwego treningu ale z  dumą przyznałam, że raczej się na nim nie zabiję:)

Malutki stres

Dzień przed zawodami uciekł szybko. Jeszcze przyjaciółce pomogłam przetestować piankę na Inflanckiej, szybki makaron, rowery do Nieporętu, no i przygotowanie rzeczy. Poszłam ok 23 spać a w głowie miałam cały czas ciąg wydarzeń co po koli trzeba zrobić na zmianach i czy wszystko mam spakowane. W końcu ok 1 zasnęłam a o 5:10 zadzwonił budzik. Na miejscu byłyśmy już przed 7, żeby na spokojnie wszystko obejść, zobaczyć, przygotować rzeczy, zjeść batona i zrobić siusiu:) W żołądku czułam skurcz i lekki stres. Nie mówiłam o tym przyjaciółce żeby nie nakręcała się ze mną. Dawno już przed zawodami nie odczuwałam takiego stresu, emocji i ciekawości jak to będzie.

Swim, bike, run

Wszystko odbyło się błyskawicznie. Pływanie. Wszyscy na hurrra do wody i zrobił się kocioł. Wszyscy zaczęli płynąć żabką nawet nie krytą! Kopniaki, wzajemne podtapianie. Przede mną jakis chłopak dzielnie walczył żeby jednak kraulem, troche próbowałam się podczepić ale z każdej strony czułam ręce i nogi. Po minięciu pierwszej bojki odsunełam się do boku i w końcu mogłam swobodnie płynąć. Niestety musiałam nadrobić parę metrów. Na brzegu usłyszałam przyjaciół z AKS - Monika! Monika! od razu uśmiech na buzi, o stresie dawno zapomniałam:) Później rower, złapałam oddech, mijałam górale, w końcu jeden nie chciał ustąpić i ciągle się wyprzedzaliśmy. Musiałam go nieźle zmordować. W strefie zmian wylądowaliśmy razem a on biedny pobiegł za mną w przeciwnym kierunku:) Jednak  po kilkudziesięciu metrach zginął gdzieś w tyle. Na trasie znów doping AKSu. Monika! Monika! Dajesz! Biegłam starając się wydłużać krok i myśląc tylko o tym, ze zaraz koniec. Trasa minęła mi naprawdę bardzo szybko. Na samym końcu ukochany AKS jeszcze mnie zdopingował więc finiszowałam ile sił w nogach,  wyprzedzając jeszcze kilka osób.

Czekaj zapiszę!

Dostałam medal i byłam naprawdę szczęśliwa. Nie wiedziałam jaki mam czas a i tak szczęście spływało ze mnie z każdej strony. W końcu spojrzałam na zegar z ciekawości. Pokazywał 1h 34 min. Po cichu liczyłam na 1h45min więc to było dla mnie naprawdę zaskoczenie. Najbardziej to, że miałam siłe biec 27 minut a nie jak się spodziewałam 33 :) Zadzwoniła mama. Pyta co robię czy jestem w domu, nie wiedziała nic o starcie. Mówię: Twoja córka właśnie skończyła triathlon, bądź z niej dumna!:) Mama - aa to super, a ile to kilometrów? Mówię - 500m pływanie, 25km rower i 5km  bieg. Mama: Ile? 500 pływania?Rower?  Czekaj zapiszę!

AKS Polonia Warszawa

Dawno nie miałam w sobie tyle endorfin. Na chłodno juz mogłam skalkulować swój start. Wiem, ze muszę poprawić rower, że zmarudziłam duzo czasu na zmianach i że muszę przypakować żeby z łokcia dac wszystkim w wodzie;-) ale przede mna następne starty a najbliższy już w Mrągowie! Jeśli ktoś bije się z myślami czy startować w zawodach to niech już przestanie i od razu sie zapisze, nic tak nie motywuje i nic nie daje większej satysfakcji niz medal na szyi. I nic tak nie motywuje jak biało czerwona tarcza na piersi i doping naszego AKSu Polonia Warszawa!

Wszystkim bardzo dziękuję:)

 

WYNIKI:

Miejsce Nr Imię i nazwisko Kategoria Msc w kat. Pływanie Msc. Pływanie T1 Rower Msc. Rower T2 Bieg Msc. Bieg Wynik M K
70 279 Kapala Oskar M2 33 00:12:57 12 00:02:17 01:19:10 150 00:00:58 00:45:12 76 02:20:34 69 -
73 339 Lew-Mirski Janusz M2 36 00:12:35 8 00:01:56 01:17:50 122 00:01:08 00:47:39 128 02:21:08 72 -
126 466 Rachwalik Tomasz M3 29 00:16:10 121 00:02:46 01:19:16 151 00:01:37 00:46:57 118 02:26:46 124 -
173 530 Szatkowski Marcin M2 82 00:15:46 88 00:02:25 01:22:15 224 00:00:56 00:49:19 178 02:30:41 165 -
184 387 Motel Paweł M2 90 00:19:14 318 00:02:28 01:19:32 157 00:01:30 00:48:54 162 02:31:38 176 -
206 423 Panufnik Tomasz M2 100 00:18:57 297 00:02:22 01:20:42 179 00:00:59 00:51:01 228 02:34:01 196 -
240 564 Tusiński Łukasz M2 118 00:17:40 222 00:03:43 01:20:04 168 00:01:55 00:54:10 302 02:37:32 228 -
430 409 Nowik Tomasz M1 78 00:17:54 237 00:02:27 01:43:34 428 00:00:45 01:12:27 443 03:17:07 395 -
                               
234 801 Listkiewicz Monika K2 18 00:10:37 215 00:03:42 00:50:36 230 00:01:16 00:27:47 209 01:33:58 - 41

 

Źródło: własne, fot. AMI

 

 

Share
Free Joomla Template created by College Jacke